Na swoim trzecim albumie Hamferð wykorzystują zdobywane przez lata doświadczenie, a wraz z Men guðs hond er sterk oddają w ręce fanów ponad 40 minut solidnie wykonanego doom metalu. Może i nie odkrywają w funeral/melodic doom metalowej szufladce niczego nowego, ale cały materiał sprawia wrażenie niemal tak ciężkiego i przygnębiającego, jak znakomity, wydany ponad sześć lat temu Támsins likam. Zespół z Wysp Owczych miał więc dość długą przerwę – czy jego nowe dzieło po całym tym czasie okazało się warte czekania?
Otwierający wydawnictwo Ábær każe się domyślać, że tak jest w istocie. Singlowy kawałek to istny natłok emocji, a mocne, metalowe intro po chwili przechodzi w podniosłe, żałobne brzmienie, na tle którego wybija się czysty wokal – oto esencja muzyki Farerów. Jak przystało na Hamferð, melodie sąsiadują z monumentalnym ciężarem, a wyrazisty klimat doom metalu w ich wykonaniu wprost tutaj błyszczy. Za idealny przykład niech posłuży podniosłe Rikin z podkręcającą atmosferę solówką czy jeden z mroczniejszych akcentów na płycie (a jednocześnie mój faworyt) Hvølja. Na tym ostatnim ciężar muzyki potrafi wgniatać w ziemię, growl zachowuje dzikość i surowość, a atmosfera jest wprost apokaliptyczna.
Jeśli wolicie wolne tempa i ponure klimaty, powinno Wam przypaść do gustu Marrusorg, w którym tempo zwalnia, a lamentujący wokal przypomina pieśń żałobną. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że gardłowy zespołu Jón Aldará wspina się na wyżyny wokalne, a cały band podąża tym melancholijnym tropem również na utworach Glæman, Í hamferð oraz Fendreygar . Wydają się one stanowić swoistą trójcę utrzymaną w posępnym klimacie, krocząc przez album dostojnym, doomowym tempem. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie były do siebie tak podobne – tu odniosłam wrażenie, jakby artyści zdecydowali się pójść po linii najmniejszego oporu, komponując trzy utwory, którym nie można nic zarzucić, ale które zarazem ciężko zapamiętać na dłużej.
Osobiście nie jestem też fanką ostatniego numeru na płycie. Domyślam się, że minimalistyczna oprawa muzyczna i w całości mówiony track miały dopełnić złowrogiego, a zarazem przesyconego smutkiem i rezygnacją klimatu, mnie jednak najzwyczajniej w świecie znudziły. Album pozbawiony ostatniego, tytułowego utworu, Men guðs hond er sterk, nic by nie stracił.
Pewne wady albumu nie przysłaniają jednak jego zalet. Niewątpliwym atutem jest produkcja, dzięki której można wychwycić każdy nagrany dźwięk i należycie docenić świetne linie basu czy imponujący wokal. Gitarowe brzmienia snują się w kreowanej przez Hamferð przestrzeni, wybrzmiewając majestatycznie i momentami surowo, chwilami przywołując też mniej lub bardziej złożone solo. Równocześnie brzmienie nie jest krystalicznie czyste, dzięki czemu całość brzmi naturalnie.
Muzycy kazali czekać na swoją nową płytę kilka lat, ale można śmiało powiedzieć, że efekt finalny wynagrodził fanom ten czas. Hamferð oddali w ręce słuchaczy ciekawy, dopracowany album – oczywiście momentami bywa zachowawczy, ale nie jest to przecież styl muzyczny, w którym najważniejsza jest innowacyjność.
Ocena: 7/10
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






