Ponte del Diavolo – Fire Blades from the Tomb (English)
Ponte del Diavolo przez pewien czas należeli do bandów, które znałam jedynie z nazwy.
Na szczęście premiera ich nowego albumu szybko zmusiła mnie do nadrobienia braków w wiedzy, a Fire Blades from the Tomb na dłuższy czas pozostało w moich słuchawkach i głośnikach.
Wszystkich zniechęconych etykietką doom/black na Metal Archives chciałabym na wstępie uprzedzić, że Ponte del Diavolo nie są jedynie kolejną kapelą, która odtwarza pewne gatunkowe wzorce i aranżuje te style bez większego pomysłu na siebie.
Turyński zespół – nomen omen – diabelsko zdolnie łączy w swojej twórczości black, psychedelic/doom oraz occult rock, dopełniając całości inspiracjami gothic rockiem i nieoczywistym instrumentarium (mamy tu do czynienia np. z syntezatorami i klarnetem). Owszem, pierwszy track, Demone, rozpoczyna się szorstkim, blackmetalowym tremolo, jednak bardzo szybko na pierwszy plan wybija się hipnotyzująca melodia i charakterystyczny, pełen dramatyzmu głos Eleny Camusso. Niektórych słuchaczy z pewnością będzie razić jej maniera wokalna, jednak tym, którym przypadnie do gustu, album z nawiązką odpłaci ponad czterdziestoma minutami dobrej muzyki. W moim odczuciu zdolności i ekspresja wokalistki znakomicie się komponują z muzyką Ponte del Diavolo, nadając dramatyzmu poszczególnym utworom (przy czym jest to dramatyzm pozbawiony kiczu).
Na Fire Blades from the Tomb nie brakuje kilku ciekawych, wirtuozerskich zagrywek oraz tekstów zarówno po włosku, jak i po angielsku. Idealnym połączeniem powyższych cech jest Covenant z doskonałym, bujającym rytmem i wybijającym się w miksie basem. Dramatyzm twórczości Włochów wprost błyszczy w tym numerze, który nie traci przy tym wszystkim nic ze swego ciężaru i mroku. Czuć tutaj inspiracje The Devil’s Blood. Diabeł jeden wie, czy to był zamierzony efekt, czy jedynie zbieg okoliczności.
Doskonałą chwilową odskocznią od rockowego klimatu na rzecz walcowatych, podszytych okultyzmem brzmień będzie Red as the Sex of She who Lives in Death. Tempo na tym utworze zwalnia, ponadto robi się psychodelicznie i doomowo – momentami tak bardzo, że kawałek nieodparcie kojarzy się z Jess and the Ancient Ones. Szczególnego klimatu dodają wokalizy, dzięki którym klimat bywa złowieszczy i wprost upiorny.
Na La Razza artyści umiejętnie budują napięcie długim intro i jednocześnie nadają kierunek następnym ścieżkom albumu – ta transowa, zaprawiona psychodelą atmosfera towarzyszy nam już w zasadzie do końca trwania wydawnictwa. Zapętlone partie Nocturnal Veil potrafią wprowadzić w trans, a w połączeniu z posępnie brzmiącym klarnetem w tle zasługują na miano majstersztyku.
Podobnie jest z Zero – złowrogie skandowanie wsparto tu odpowiednio ciężkim brzmieniem przesterowanych gitar, co stworzyło hipnotyczny efekt. Na końcu znalazł się The Weeping Song – cover utworu Nicka Cave’a. Zespół zaaranżował go z pomysłem, otwierający motyw został odpowiednio „uczerniony” na metalową modłę i całość brzmi posępnie i ciężko. Świetne wykonanie – Ponte del Diavolo bawią się tutaj konwencją i mieszają gatunki z wielkim wyczuciem.
Rockowy ciężar wzbogacony wpływami licznych innych stylów, okultystyczny vibe i charakterystyczny wokal świadczą o tym, że mamy do czynienia z brzmieniem zbliżonym do znanych i zasłużonych kapel związanych z szeroko pojętym occult rockiem. Nie mam jednak wrażenia zrzynki na zasadzie „kopiuj-wklej”, raczej jest to złożenie hołdu bądź inspiracja. A tę, jak wiadomo, warto czerpać od najlepszych. Dalsze poczynania zespołu na pewno będę śledzić z ciekawością.
Ocena: 8,5/10
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026
- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026






