Przez metalowe wydawnictwa przewinęły się już najróżniejsze instrumenty, z lirą korbową włącznie.
Na szczęście u Lyrre ten nieoczywisty, skradający show wybór nie ma nic z folkowej przaśności czy przerysowania.
Przeciwnie – grająca na tym wyjątkowym instrumencie założycielka bandu Michalina Malisz oraz cały zespół w składzie Piotr Martuś (gitary, kompozycje), Miłosz Buśko (bas) i Tomasz Młóciński (perkusja) łączy to, co najlepsze w folkowej dynamice i przede wszystkim w atmospheric/symphonic metalowej sile.
Udany początek stanowi już sam tytułowy utwór. Rytualne, a przy tym proste intro potwierdza, że Lyrre wiedzą, jak zainteresować słuchaczy i korzystnie wypaść już na wstępie.
Następne Still Human to z kolei znacznie cięższy, bardziej energetyczny numer, któremu przestrzeni nadają partie grane na lirze korbowej.
Zachowano tu równowagę pomiędzy metalowymi i folkowymi partiami, a sam utwór nabiera bardziej dramatycznych tonów, również dzięki świetnym wokalom Michaliny. Outro utworu grane na lirze korbowej stanowi swoistą ciszę przed burzą – mowa tutaj o mocnym Orchard, które ponownie łączy metalowe uderzenie z bardziej stonowanym instrumentarium.
Warto wspomnieć, że obok urzekającego, dość delikatnego wokalu nie uświadczymy tutaj growlu i ta decyzja wpływa jedynie na korzyść muzyki. Odnoszę wrażenie, że jego obecność mogłaby wprowadzić niepotrzebne zamieszanie i zahaczać o przesadę. Twórczość Lyrre wypada najlepiej dokładnie w takiej formie, w jakiej jest obecnie.
Moim faworytem wśród zebranych na płycie numerów jest Eos – możemy tu w pełni docenić kontrast metalowego intro z delikatnym, wprost onirycznym wokalem. Ponadto ten dynamiczny utwór ma w sobie pewną nadzieję i udzielającą się słuchaczom energię – to bez wątpienia numer, który wybrzmiewa na żywo z niesamowitą mocą.
Do tego, a także do otwierającego tracku całkiem podobne jest Ephemeral. Ani trochę nie dziwi jego wybór na jeden z singli promujących album, gdyż ten nośny kawałek zawiera w sobie najlepsze cechy zebranego na krążku materiału.
Dramatyzm powraca na The Well, uderzającym raczej w prog metalowe, niż w folkowe tony, z kolei finałowe Oracle stanowi podniosłe, pełne emocji domknięcie albumu.
Połączenie ciężkich, gitarowych riffów i subtelniejszych dźwięków liry korbowej jest na tyle ciekawe, że długość albumu nie pozwala się znudzić materiałem Lyrre. Siedem utworów to metraż w sam raz i pozwala zespołowi na zaprezentowanie swojej najnowszej twórczości w nieco odświeżonym, upgrade’owanym wydaniu.
Zarówno pierwszy, jak i drugi album Lyrre są pozbawione przesady czy kiczu, jednak Nothing is Promised to materiał bardziej zróżnicowany niż Not All Who Dream Are Asleep.
Na wyższym poziomie stoi również produkcja, a samego wydawnictwa słucha się po prostu lepiej. Zespół wydaje się stawiać na atmosferę i przestrzeń, wprowadzać słuchacza w trans, momentami wręcz hipnotyzować.
Lyrre mają za sobą premierę jakościowego albumu, który nawet jeśli nie rewolucjonizuje sceny metalowej, to pozostaje przyjemny w odsłuchu. Wszystkim tym, którzy cenią szeroko pojęty atmospheric metal, z czystym sumieniem mogę polecić przeznaczenie nieco ponad pół godziny na odsłuch drugiego albumu Lyrre. Warto.
Ocena: 7,5/10
- Lyrre – „Nothing is Promised” (2026) - 28 maja 2026
- Lili Refrain, Moriah Woods – Katowice (15.04.2026) - 23 kwietnia 2026
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026







