Site icon KVLT

Artur Sobiela i Tomasz Sikora – „Narodowy spis zespołów” (2022)

Zacznę może od suchara. Pewien gość pyta znajomego: „Jaka jest twoja ulubiona książka?”. Drugi odpowiada: „Wiesz co? Książka telefoniczna. Akcja może niezbyt szybka, ale za to ilu bohaterów!”.

Narodowy spis zespołów wydawnictwa Ha!art to podobny przypadek – bohaterów tu nie brakuje. Niewątpliwie też dzieło Tomasza Sikory i Artura Sobieli wyróżnia się spośród pochodu zwyczajnych publikacji traktujących o muzyce. Co bowiem dostajemy? Alfabetyczny spis zespołów ze szeroko rozumianej sceny alternatywnej. Po prostu. I tyle… Od razu przypomniałem sobie program na TVP Kultura, w którym mniej i bardziej znane osobistości artystycznego świata prezentowały domowe biblioteczki. Pewne małżeństwo pochwaliło się małą kolekcją książek dziwnych, nietypowych, „nadzwyczajnych”, można rzec. Narodowy spis zespołów mógłby znaleźć się w podobnym zbiorze.

Drobiazgowa kwerenda Sikory i Sobieli obejmuje lata 1975 – 2022 i zespoły mieszczące się w różnych gatunkach rzeczonej alternatywy (punk, new wave, reggae, metal, awangarda, industrial, yass). Ktoś wprawdzie mógł nie załapać się do alternatywnego worka, wszak termin ten jest dość umowny. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy, jak się zdaje, spis niemal kompletny, oszałamiający mnogością nazw. Są oczywiście podobne zestawienia, dostarczające zresztą znacznie więcej szczegółowych informacji i bardziej z tej przyczyny przydatne – fanom metalu nie trzeba przedstawiać chociażby internetowych Metal Archives – ale identycznego chyba brak, i to w skali światowej.

Czy zatem Narodowy spis zespołów jest potrzebny komukolwiek? Czy ma jakiś utylitarny charakter? A może to sztuka dla sztuki?

Autorzy podkreślają wieloaspektową zasadność swojej publikacji. Po pierwsze, jest ona jakimś punktem wyjścia dla badaczy, zwłaszcza socjologów, historyków czy kulturoznawców. Po drugie, Sikora i Sobiela doceniają słowotwórczą moc języka polskiego i kreatywność naszych rodaków. Po trzecie, książka ukazuje masowość i egalitarność zjawiska, jaką jest polska alternatywna scena muzyczna, która miała swoje przyczółki wszędzie, co uzmysławiają widniejące obok nazw większości kapel miejscowości. Po czwarte, ten specyficzny leksykon nie zakłamuje i nie wybiela rzeczywistości, bo nie ruguje z zestawienia formacji o skrajnych poglądach (wychylonych w jakąkolwiek stronę).

Jeśli to was nie przekonuje, nic nie szkodzi. Taki był pomysł, nie każdemu musi on wydawać się trafiony. Sam nie przeczytałem Narodowego spisu zespołów od deski do deski, bo nie taka jego rola, by wciągnąć i pochłonąć czytelnika. Publikację przejrzałem jednak z pewną satysfakcją i zaciekawieniem. Stwierdzam też, że to właśnie nazewniczy aspekt wydaje się w niej najciekawszy – taktuję go jako zaproszenie do zabawy. Wystarczy otworzyć książkę na losowej stronie i chwilę powodzić palcem po nazwach. Dla przykładu, gdzieś na rubieżach litery k czają się kapele: Kurcze Blade, Kup Nam Piwo, Kurwy Jak Laleczki, Kwiaty Doktora Waleriana, Kwit Na Węgiel… Co się za tymi nazwami kryje? Jakie historie? Czy były jakieś wzloty, czy tylko upadki? Jeśli komuś bardzo się nudzi, to może poszukać, pogrzebać, dowiedzieć się czegoś więcej, choćby dla własnej satysfakcji. Zdziwicie się pewnie, co urodziło się za znanym płotem czy w sąsiedniej dzielnicy.

Poprzedzony krótkim wstępem Narodowy spis zespołów zawiera też kolorową wkładkę z reprodukcjami okładek wybranych płyt, najczęściej już zapomnianych. Całość wydano z prostotą i smakiem. Książka dla większości odbiorców może być niepotrzebnym zapychaczem półki, jednak dla nielicznych stanowić będzie jakąś formę encyklopedycznego przewodnika lub zaproszenie do poznawczej eskapady, i to na paru poziomach. Traktuję tę pozycję również jako swoisty performance. Jeśli zbieracie publikacje dokumentujące specyfikę lokalnej sceny lub po prostu dziwne, tej przegapić nie możecie, choć z powodu nietypowości jej zakup warto poważnie przemyśleć.

Wydawnictwo Ha!art na Facebooku

Exit mobile version