Daniel Lake, dziennikarz muzyczny, regularny współpracownik magazynu Decibel, fan i znawca metalu, podjął się zadania tytanicznego – stworzenia kompletnego przewodnika po amerykańskiej scenie blackmetalowej. Polski czytelnik, dzięki wydawnictwu In Rock, parę lat po światowej premierze, otrzymuje właśnie czarny owoc tego trudu. Ponad siedemset-stronicowa książka USBM. Amerykański Black Metal: Rewolucja tożsamości w przekładzie Kuby Kozłowskiego jest już dostępna na naszym rynku.
Dzieło Lake’a to skrupulatny (w założeniu) przegląd stanu amerykańskiego black metalu, od jego zarania na przełomie lat 80. i 90. po najnowsze dokonania. Szczęśliwie autor unika tutaj pułapki kreślenia zbyt daleko idącej genezy stylu, albo ciągłego odnoszenia się do jego peryferii i sąsiedztwa. Po wprowadzeniu Lake skupia uwagę na kapelach stricte blackowych (definicje stylu pozostawiamy purystom), rozpoczynając opowieść słusznie od kultowego VON, oddając dalej głos członkom Absu, Grand Belial’s Key, Masochist czy Profanatica – i tak dalej, i dalej, przemierzając prerie, bagna, pustynie amerykańskiego kontynentu, a przy okazji dziesięciolecia. Całość jest bowiem ułożona względnie chronologicznie, co pozwala dobrze prześledzić pewne przeobrażenia i trendy, jakim poddawał się black metal na amerykańskiej ziemi.
Pomysł na książkę jest zatem prosty, a jej forma klarowna – autor przepytał muzyków tworzących amerykańską scenę i oddał im głos. Poszczególne rozdziały, poza paroma wyjątkami, to po prostu prezentacje poszczególnych formacji na bazie cytowanych wywiadów. Taki format ma też wady. W dłuższej perspektywie okazuje się bowiem miejscami nużący, zwłaszcza gdy czytamy ją ciągiem i chcemy się uwinąć w kilka wieczorów. Nie oszukujmy się: historie o tym, jak to się wszystko zaczęło i jak rozwijało – od piwnicy po większy festiwal – bywają bliźniaczo podobne do siebie. Jowialni i pełni pasji interlokutorzy spotykają się tu z nudziarzami, a rzetelni świadkowie z bufonami, którzy ubarwiają rzeczywistość – i trzeba mieć to na względzie.
Czasem do głosu dochodzą też ludzie z wytwórni płytowych, wydawcy zinów czy właściciele sklepów, ale to margines przytaczanych tu treści. Niewiele też w Rewolucji tożsamości prób ogólnych syntez czy zacięcia socjologicznego. Lake jest konsekwentny – oddaje głos swym bohaterom i czasem tylko dorzuca swoje przysłowiowe trzy grosze, w lapidarny sposób ujmując sedno opisywanego zjawiska. Potrafi też scharakteryzować styl omawianych kapel dosadnie i obrazowo.
Jaki obraz sceny wyłania się z opowieści muzyków? Pierwsze z blackowych kapel spod gwiaździstego sztandaru nie zdążyły się jeszcze zachłysnąć miłością do Skandynawii, bo wyrastały z innych korzeni. Kiedy powiew drugiej fali z Norwegii dotarł do USA, ścieżka ta stała się na jakiś czas bardziej odtwórcza. Ale nie ma co się oszukiwać – był taki moment w historii metalu, że każdy chciał być jak Emperor. Rodzi się tu zatem pewien wewnętrzny konflikt między poszukiwaniem oryginalnego języka, a ograniczającą fascynacją tym, co na Starym Kontynencie można było usłyszeć. Z biegiem lat amerykański black metal zaczął ponownie poszukiwać własnych dróg, odrzucając konwenanse – zaczęło się to na szerszą skalę od Agalloch, a kontynuatorami tej wolnościowej myśli są chociażby Deafheaven czy Imperial Triumphant – inna sprawa, że nie wszyscy zaakceptowali te poszukiwania. Ale trudno mu dziś odmówić wpływowej roli. Black metal z USA nie jest już ciekawostką, bywa punktem odniesienia.
Książka Lake’a to również historia brzydkiego kaczątka, które z czasem rozwinęło czarne skrzydła. Ci muzycy, którzy nie pasowali do sceny thrashowej czy deathmetalowej (czasem po prostu z powodu mniejszej biegłości technicznej) zaczynali tworzyć coś swojego. A to „coś” bywało zazwyczaj bardziej odpychające, złowrogie, obrazoburcze – na pokaz lub z przekory. Kapele z innych nurtów metalowych w Stanach podpisywały kontrakty z dużymi wytwórniami, pokazywano je w Headbangers Ball, niektóre nawet przygrywały psiemu detektywowi na ekranach kin, a amerykański black metal pozostał na długo w prawdziwej niszy, przyciągając uwagę prawdziwych maniaków, najczęściej nielicznych. W Europie w którymś momencie i o black metalu stało się głośno (choć w dużej mierze za sprawą ekscesów pozamuzycznych), a w Wyoming czy Teksasie nigdy.
Rewolucja tożsamości przedstawia czytelnikom w dużej mierze portrety indywidualistów, odszczepieńców pragnących kroczyć własną ścieżką, zagubionych w mrokach życia, zmagających się z nałogami, niezrozumieniem, czasem błądzących ideologicznie. Sporo znajdziemy w tej książce opowieści o samotnikach, którzy w zaciszu swych pokojów i rodzinnych piwnic zaczynali swoje projekty muzyczne, tyleż ciekawe, co efemeryczne. Trudno zresztą mówić tu o jednolitej scenie. W końcu nawet zespoły z Kaskadii – to mój ulubiony rozdział w tej książce – rozrzucone są na przestrzeni paru stanów i kontakty między nimi można uznać za znikome. W USA mieliśmy i mamy też do czynienia z wieloma ośrodkami, a czasem i samotnymi wyspami, gdzieś pomiędzy sekwojowymi lasami, polami bawełny i kukurydzy lub na krańcu zagubionej autostrady.
Jak czytać książkę Rewolucję tożsamości? Ambitnym czytelnikom proponuję sposób „die hard”: od deski do deski, dawkując sobie zawartość, sprawdzając jednocześnie wnikliwie dyskografie omawianych kapel. To zajmie długie tygodnie, być może miesiące, nie musi jednak odbyć się jednym ciągiem. Taka lektura pozwoli zdobyć przynajmniej tytuł Bachelor of Arts na Yale czy Princeton z omawianego w książce tematu. To jednak wyzwanie dla nielicznych. Ale jeśli lubicie stare ziny i opowieści z dawnych czasów, to będzie to dla Was lektura satysfakcjonująca, bez względu na poziom zaangażowania.
USBM. Amerykański Black Metal: Rewolucja tożsamości nie jest pozycją pozbawioną mankamentów. Nie jestem wszak ekspertem w dziedzinie, ale mogę wymienić parę kapel, które powinny się znaleźć w tym dziele, a próżno ich szukać. Gdzie na przykład Akhlys? Pewne zespoły zasłużyły na dłuższe teksty, innym należała się być może jedynie wzmianka. Ale ogrom pracy autora i ilość zebranej wiedzy, muszą budzić respekt. Pytanie tylko, jak wiele osób w Polsce ma potrzebę tak wnikliwego zapoznania się ze sceną zza Wielkiej Wody? Dla amerykańskiego czytelnika zainteresowanego tematem to na pewno kategoria „musisz mieć”, a co ma powiedzieć Jan Kowalski wychowany na Gromie Behemotha? Opinie mogą być różne, ale pewien duch, bez względu na kontynentalne różnice, podobny, więc Lake operuje językiem uniwersalnym dla fanów podziemia.
Neill Jameson z formacji Krieg, pytany przez Lake’a o amerykańską scenę, stwierdza: To nie jest piękna historia. To nie Norwegia, nikt się tu nie zabija, ale zdecydowanie są ludzie, którzy mają mocne opinie. Są różne wersje tego, jak pewne rzeczy wyglądały naprawdę, niekoniecznie prawdziwe. Otrzymujecie nasze historie, które nie kroczą prostą drogą. To nie jest czysta opowieść. I sądzę, że to dobre podsumowanie zarówno fenomenu amerykańskiej sceny, jak i książki Daniela Lake’a.
Tom uzupełniają główne czarno-białe fotografie i takież reprodukcje wybranych okładek płyt. Na początku rozdziałów w tle pojawiają się loga zespołów, co dodaje całości podziemnego sznytu, podobnie jak oldschoolowa okładka Artura Rudnickiego. Brakuje chyba listy wydawnictw, pewnego kanonu, od którego warto zacząć swoją przygodę z USBM – wnikliwy czytelnik musi sam sobie wypisać najważniejsze tytuły do sprawdzenia. Twarda odkłada i dobry papier to już standard w publikacjach wydawnictwa In Rock – i tym razem edytorsko wszystko wygląda porządnie. Za to wstęp napisany przez Toma G. Warriora nie wnosi nic ciekawego – ale jak wiadomo, to przede wszystkim zabieg marketingowy. Znane nazwisko miało przyciągnąć uwagę i tyle.
USBM. Amerykański Black Metal: Rewolucja tożsamości to książka od fana dla fanów. Tak to się zwykle w podziemiu odbywało. Wymiana kaset, wymiana wiedzy, wzajemne wtajemniczanie się. Tego właśnie oczekiwałem od tej pozycji. Maniacy black metalu nie powinni się zastanawiać. Kolekcjonerzy metalowych biografii dostaną na półkę ładnie prezentujący się tom. Reszta przed zakupem musi rozważyć wszystkie za i przeciw.
Oficjalna strona wydawnictwa In Rock na Facebooku
- DANIEL LAKE – „USBM. Amerykański Black Metal: Rewolucja tożsamości” (2026) - 19 sierpnia 2026
- MASTECTOMY – „Mass Murder Gospel” (2025) - 23 lipca 2026
- NUMEN – „Erre” (2026) - 17 lipca 2026

