Numen – „Erre” (2026)

Trawestując klasyka: z baskijskim black metalem miałem dotąd tyle do czynienia, co z mercedesami, czyli nic. No cóż, własną ignorancją nie wypada się chwalić, więc cieszę się, że dzięki Numen mogłem poszerzyć muzyczne horyzonty. I była to niezwykle interesująca podróż, która nie skończy się po napisaniu tej recenzji. Wypada zaznaczyć, że baskijscy muzycy pod szyldem Numen działają od późnych lat 90., a album Erre jest piątym w ich dyskografii. Co istotne, teksty utworów napisane są w rodzimym języku, a ich tematyka oscyluje wokół lokalnych legend i mrocznych kart historii, w tym procesów o czary. Zawsze, gdy lokalny koloryt odbija się w black metalowej treści, zarówno muzycznej jak i konceptualnej, dodaje autentyczności i oryginalności.

Pierwszy kontakt był wręcz odurzający! Erre to płyta bardzo intensywna i wyjątkowo wciągająca, a także pełna wściekłości. Kolejne przesłuchania pozwoliły lekko ostudzić nadmierny entuzjazm, nie zabiły jednak afektu, który z miłości od pierwszego wejrzenia przerodził się w przyjaźń (czy na lata?). Gdy wsłuchać się mocniej w kompozycje Numen i rozłożyć je na czynniki pierwsze, nie znajdzie się tu być może rozwiązań skrajnie oryginalnych, przynajmniej w swym blackmetalowym jądrze. Chłoszczące tremola, szybkie i średnie tempa, sporo melodyki przemycanych w rdzeniu szorstkich i chłodnych riffów – to już znamy, ale Numen potrafi się posłużyć tymi środkami umiejętnie. Gdzieś moje skojarzenia biegły czy to w kierunku chociażby Satyricon, czy Immortal, ale to dość luźne powiązania.

Jednocześnie nie można odmówić Baskom chęci stworzenia własnego, muzycznego języka. I to właśnie najcenniejsze na Erre. W kompozycjach Numen przebija się bowiem lokalność, nienachalna, nie wprost folkowa, a jednak ewidentnie zakorzeniona w rodzimym dziedzictwie. Rozpoznajemy to bardziej podskórnie niż analitycznie – i chciałoby się tego jeszcze więcej, bo przecież w tym rzecz, by wyciągać na powierzchnię czarną sól swych ziem. Kompozycje na Erre są długie i rozbudowane (dwie z nich trwają ponad 9 minut), przy zachowaniu pewnej dramaturgii. Przy tych mocnych i dziarskich dźwiękach, dobrze robią chwile wytchnienia w postaci dźwięków akustycznej gitary i krótkich fragmentów wyciszenia. Czasem podobne patenty są dodane niepotrzebnie, trochę na pokaz. Numen dzięki takim środkom – wykorzystywanym oszczędnie – skutecznie buduje jakże potrzebny kontrast między mrokiem a jasnością.

Erre to udany album świadomego zespołu, który wie, jak zastosować klasyczne środki wyrazu i robi to z pewnym polotem, tworząc spójne dzieło. Mógłbym się jedynie przyczepić, że przy zachowaniu eleganckiego połączenia czerwieni z czernią ginie czytelność wkładki. No, ale po baskijsku nie czytam, więc to żaden zarzut. Poza tym naprawdę warto mieć tę płytę na półce. Jest świadectwem tego, że black metal operując językiem uniwersalnym, otwierać się może skutecznie na lokalne dialekty, jeśli tylko wypowiadają się w nim utalentowani muzycy. Jak pisałem – jeszcze większa odrębność własnego muzycznego języka mogłaby wykrzesać z tej formuły cudowne i mroczne oczarowanie.

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Numen 
na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .

Dodaj komentarz