SOULGRIND – „Ad Pulchram Mortem” (2026)

Istniejąca wciąż francuska Holy Rec. kiedyś miała w sobie ten atut, że dzięki nim w latach 90. poznałem kilka znakomitych zespołów, takich jak Nightfall, Septicflesh czy Orphaned Land. W ich katalogu pojawił się również fiński Soulgrind. Na jego wydanej w 1999 roku Kalma muzyka zafascynowała mnie i poszerzyła moje wówczas dość ograniczone horyzonty muzyczne. Swoją melodyjnością i niemal romantycznym podejściem do metalu zaskoczyła i dała nadzieję, że metal wcale się nie skończył. Od tego czasu minęło wiele lat i całe mnóstwo płyt przetoczyło się przez mój gramofon, a Soulgrind, jak się okazuje, nadal istnieje i nagrywa nowe płyty. Mimo że do czasu najnowszej Ad Pulchram Mortem zespół milczał jak zaklęty przez niemal 16 lat.

Gotycki metal z elementami blacku i deathu to najprostsze, co przychodzi mi do głowy jako opis ich twórczości. Muzyczna rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Słychać tu dużo charakterystycznej dla Finlandii melodyki i pulsującego rytmu. Na tle całości znakomicie wypada The Origin of The White Serpent czy diabelski Dark Water Wide 

W twórczości Soulgrind ciemność nie jest dekoracją, lecz naturalnym środowiskiem. To mrok, który wyrasta z fińskiej ziemi. Z torfowisk, z lasów, z historii pełnej milczenia. Zespół nie opowiada o Finlandii. On ją wręcz przywołuje, jakby każde słowo było wyjęte z pamięci przodków, tych, którzy żyli na granicy światła i nicości.

I wszystko byłoby ok, ale coś mi tutaj nie gra. Nijak do całości, a wręcz jak pięść do nosa pasuje tutaj żeński wokal Tanyi Lillith. Moim zdaniem psuje efekt całej płyty, wprowadzając tylko zamęt w poukładaną całość. Zdaję sobie sprawę, że ta Pani współpracuje od lat z Soulgrind, ale może właśnie to jest ten tryb, który należałoby zmienić?

Mimo tego jednego zgrzytu całości słucha się naprawdę dobrze, w szczególności jeśli lubi się melodyjność i agresywne pejzaże.

Soulgrind faktycznie przechodził różne fazy. Od bardziej surowych, black metalowych korzeni, przez okresy gotyckiej ekspresji, aż po bardziej eksperymentalne, atmosferyczne formy. Ale rdzeń pozostał ten sam – introspekcyjny metal, który nie musi się tłumaczyć żadnej scenie. To nie jest zespół, który szuka nowego brzmienia. To zespół, który rozszerza swoje własne brzmienie. Czasem lepiej, czasem gorzej. I wydaje mi się, że to dlatego ich muzyka się nie starzeje. Nie jest przywiązana do trendów, tylko do postawy twórczej Soulgrind.

Mam wrażenie, że Soulgrind nie próbuje być czymś nowym ani czymś klasycznym. Oni są sobą, a metal jest dla nich językiem, który można wyginać, rozciągać, deformować, ale nigdy nie traci się jego ducha. To właśnie ta wolność sprawia, że ich tożsamość jest tak wyraźna mimo lat zmian. I to rzeczywiście słychać na Ad Pulchram Mortem.

Soulgrind na Facebook

 

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 51 visits today)

O autorze: Adam Pilachowski

Pasjonat muzyki i kolekcjoner dusz
Tagi: , , , , , , .

Dodaj komentarz