Przejdź do treści

BOLT THROWER – „In Battle There Is No Law!” (1988/2026)

1

Cieszę się, że mogę ją wziąć pod „pióro”. Mowa o debiucie brytyjskich niszczycieli z Bolt Thrower, który nosi tytuł In Battle There Is No Law! Jego wznowienie miało swoją premierę w lutym bieżącego roku nakładem Darkness Shall Rise Productions i myślę, że nadal warto o nim wspominać. Jest to wszak materiał z gatunku tak old schoolowych, że czas już go nie rusza, a wręcz dodaje mocy.

Wznowienie wyprodukowane przez Darkness Shall Rise Productions, zostało wykonane w sposób ściśle nawiązujący do oryginału. Od niepodkręconego brzmienia zaczynając, a na poligrafii kończąc, jest to lustrzane odbicie starego wydania. Ma to być hołd dla wyjątkowości tamtych czasów i klimatu towarzyszącego powstawaniu materiału. Dzięki temu mamy do czynienia z albumem surowym, szorstkim i żywiołowym. Takim, jakim go oryginalnie stworzono, nagrano i puszczono w świat. Nie jest to jazda dla miłośników soczystego, super gładkiego, dzisiejszego brzmienia. By ten album polubić, należy kochać zwierzęcą siłę prymitywnych początków death metalu na świecie. In Battle There Is No Law! to album debiutującego pełną płytą zespołu w 1988 roku, gdy nie tylko jego styl, ale death metal jako całość jeszcze się kształtował, a ekstremum dopiero nabierało swego prawdziwego oblicza. Kompozycje zamieszczone na tym krążku przedstawiają początki masywnego stylu Brytyjczyków, jednakże nie ma tu tego wiele. Słychać przede wszystkim silne wpływy Possessed, Venom i europejskiego thrash metalu. Wpływy te wzbogacone są o niskie krzyki Karla Willettsa i częste pojawianie się podwójnej stopy. Wszystko to wpływa na to, że jest to płyta bardzo dzika, zwierzęca i bezpośrednia. Pozbawiona technicznych niuansów, nastawiona na możliwie silne niszczenie hałasem, co nie ma zbyt wiele wspólnego z finezją melodii i morderczym ciężarem znanymi z klasycznych albumów i z tym należy się pogodzić. Wszak death też nie zaczął się od Symbolic.

Niemniej jednak jest to materiał wartościowy, nie tylko ze względu na aspekt historyczny, ale też dzięki muzyce. Moc, surowizna, metalowy brak kompromisów oraz wiarygodność bijąca z każdego dźwięku to esencja tego wydawnictwa. Młody Bolt Thrower swoim debiutem może nie wywołał trzęsienia w podziemiu, aczkolwiek dał podwaliny pod coś pięknego, czym stał się potem. Po niemal czterdziestu latach od premiery mam wrażenie, że smakuje jeszcze lepiej niż kiedyś. Może to kwestia mojego gustu, bo uwielbiam prawdę w metalu, ale słucha mi się tego wyśmienicie.

(Visited 1 times, 1 visits today)