Przejdź do treści

SHRINEBURNER – „Hymns of Despair” (2026)

8

Wirujące, żywiołowe struny i melodie kipiące jak alchemiczny kocioł napędzają wywołujące tektoniczne drżenie trio Shrineburner, wyrzucając kaskadę dźwięku doom/sludge metalu wzbogaconego o elementy psychodeliczne, kosmiczne i blackowe. To zespół, który przekształca przestrzeń w pulsujący, mroczny rytuał, budując monumentalne, narastające konstrukcje dźwiękowe i wciągając słuchacza w trans, jakby każdy riff był zaklęciem odpalanym w półmroku. W nieustannie tętniącej chicagowskiej scenie metalowej trio wykuło własną niszę dzięki muzyce, która rośnie jak burzowy front. Najpierw zwiastuje napięcie, potem pęka w kaskadach hipnotycznych motywów. Z tej estetyki wyrasta Hymns of Despair, ich najnowszy album. Płyta będąca zarówno kulminacją dotychczasowego brzmienia, jak i próbą przekroczenia własnych granic. To materiał, który od pierwszych sekund obiecuje głębokie zanurzenie w mrok, a dopiero kolejne minuty pokażą, czy Shrineburner potrafią unieść ciężar własnych, piekielnych hymnów.

Shrineburner powstał w 2023 roku jako twórcza odskocznia dla gitarzysty i wokalisty Petera Normana oraz perkusisty Brenta Favaty. Miejsce, w którym mogli bez ograniczeń budować własne, monolityczne światy dźwięku. Od początku kierowała nimi obsesja na punkcie wall‑of‑sound, podejścia, które nie tyle tworzy riffy, co wznosi je jak kamienne ściany, powtarzane do momentu, aż stają się mantrą czy zaklęciem. Ich muzyka nie rodzi się z melodii, lecz z powolnego tarcia między gniewem a transową powtarzalnością, jakby każdy riff był kolejnym uderzeniem młota w fundamenty skostniałych struktur.

Rok 2025 był dla zespołu jak pęknięcie skorupy. Nagły, potężny impuls, który uwolnił energię drzemiącą w zespole od lat. Ich muzyka stała się bardziej dynamiczna, bardziej skupiona, jakby każdy riff był wyciosany z lodu i ognia jednocześnie. A jednak w tym wszystkim pozostała ta hipnotyczna, mantryczna aura, puls, który od początku definiował ich brzmienie. W takim stanie twórczego wrzenia trio zaczęło pisać materiał, który z czasem ułożył się w Hymns Of Despair, pierwszy pełny album Shrineburner, będący zarówno manifestem, jak i obietnicą tego, co dopiero nadejdzie. To zapis momentu, w którym zespół nie tylko odnajduje własną tożsamość, ale też odważnie ją poszerza, jakby każdy utwór był kolejnym rozdziałem w procesie przeobrażania, świadectwem dojrzewania, które nie zatrzymuje się na granicy komfortu. Hymns Of Despair brzmi więc jak rytuał przejścia. Intensywny, skupiony, pełen napięcia, a jednocześnie otwarty na przyszłe eksplozje kreatywności, które Shrineburner dopiero zamierza uwolnić.

Zespół często sięga po tematy, które rozszczepiają światło – poczucie bezwartościowości w umierającej rzeczywistości, zorganizowaną religię jako narastającą plagę oraz egzystencjalny lęk obecny w tle każdego dnia. Mimo to muzycznie trio pozostaje zaskakująco melodyjne, chwilami wręcz podnoszące na duchu. Na Hymns Of Despair te kontrasty osiągają pełną ostrość. Album zanurza się w emocjonalnym zniszczeniu, lecz niesie w sobie wyczuwalne resztki nadziei, unoszące się w burzliwym przepływie brutalnego, rozpadającego się brzmienia. To napięcie między ciemnością a światłem tworzy transowe doświadczenie zmysłowe. Hymns Of Despair ostatecznie wybrzmiewa więc jak świadectwo zespołu, który potrafi przekuć destrukcję w coś głęboko ludzkiego, w muzykę, która nie tylko przytłacza, ale też oczyszcza, pozostawiając słuchacza z wrażeniem, że nawet w najbardziej dusznym mroku można odnaleźć przebłysk sensu.

 

 

OCENA: 8/10
Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 9 visits today)