Site icon KVLT

Leatherhead – Leatherhead (2024)

Osoby wychowane w latach 90-tych na pewno pamiętają instytucję osiedlowych wypożyczalni kaset VHS, które poza klasykami kina oferowały też nieprzebrane zasoby tytułów klasy B. Filmów łączących ograniczone budżety z nieograniczoną wyobraźnią twórców, w których często absurdalne historie realizowane były z brawurową tandetnością i zupełnie zwariowanym poczuciem humoru. Takie właśnie skojarzenie miałem, zerkając po raz pierwszy na okładkę debiutanckiej płyty Greków z Leatherhead.

Podobnie retro-pulpowy charakter ma sama muzyka (oraz teksty!) zespołu, który łączy na swojej debiutanckiej płycie elementy speed, heavy/power i staroszkolnego thrash metalu, dorzucając do tego niekłamany entuzjazm oraz szczere oddanie gatunkowe.

Choć nie brakuje na albumie momentów bardziej wyważonych (Vampire’s Kiss, When Death Is Near, Under Your Bed) w zdecydowanej większości kawałków zespół pędzi na złamanie karku, riff goni tu riff, solówka popędza solówkę, a wściekłe wokale nadają całości wysokooktanowego sznytu. Skoro mowa o wokalach – zadziorna i charakterna barwa głosu Tolisa Mekrasa (który swoim śpiewem przypomina połączenie Bobby’ego „Blitza” Ellswortha z Overkill i nieodżałowanego Midnighta z Crimson Glory) stanowią na pewno jedną z głównych zalet albumu.

I tak jak zwykle narzekam na płyty krótsze niż 40-minut, tak w przypadku Leatherhead wysoka intensywność w pełni rekompensuje mi zwięzłość jej formy. Niezwykle udana pozycja, która powinna zadowolić każdego „mania[ka] szybkości”.

Ocena: 8/10

Exit mobile version