Site icon KVLT

Piołun – „Rzeki Goryczy” (2022)

Siadając do pisania tej recenzji mam lekkie déjà vu. Pierwsze słowa, jakie przychodzą mi na myśl, są niemal identyczne, jak te, którymi otwierałem tekst poświęcony płycie Heilsweg: o udręce ciała i tułaczce duszy Mānbryne. Otóż jest rok 2011, muzycy Blaze of Perdition wydają pod szyldem Oremus płytę Popioły, po której milkną na dobrą dekadę.. i tak dalej.

Tak jak debiut Mānbryne był dla mnie otwartą kontynuacją wspomnianego krążka, tak i dla Rzek Goryczy grupy Piołun, Oremus stanowi oczywiste nawiązanie i odniesienie. Tym jednak razem nie Sonneillon (mimo, że udziela się on także na tym albumie), a głównie drugi winowajca PopiołówXCIII/Sorh, proponuje słuchaczom album osadzony w tradycyjnym black metalu, inspirowanym i utrzymanym – choć wydźwięk całości jest rzecz jasna bardzo uniwersalny – w klimatach mrocznego średniowiecza, ilustrowanych sugestywnie przez Siódmą Pieczęć Bergmana.

Krzywdzącym byłoby jednak uznać Piołun za ewentualną kliszę Mānbryne. Mimo że oba zespoły są powiązane personalnie, na obu płytach (Heilsweg i Rzeki Goryczy) słychać rozwinięcie konceptu Popiołów, obie stanowią wyraz fascynacji motywami późnych europejskich wieków średnich i Siódmej Pieczęci, album Piołun zawiera muzykę zdecydowanie surowszą, mocniej oddaną klasycznemu black metalowemu rzemiosłu, prostszą i bardziej bezpośrednią (co czyni ją też bliższą wydanym w 2011 Popiołom).

Nie stanowi to jednak żadnej wady, dzięki graniu w całkowicie otwarte karty, Piołun siada w zasadzie od strzału. Słychać w tych 40 minutach doświadczenie w boju i klarowny pomysł, 7 numerów zmierza w spójnym i czytelnym kierunku, teksty, autocytaty, fragmenty ikonicznego filmu Bergamana.. każdy element robi tu właściwą robotę. Poza numerami klasycznie black metalowymi, na uwagę zasługuje też oczywiście ambientowe Imię Gwiazdy, które przywodzi naturalne skojarzenia z twórczością znanego rezydenta Bergen. Ciekawa przeciwwaga dla reszty albumu, mająca duże szanse zyskać przy samotnych spacerach mroźnymi, zimowymi wieczorami.

Dla części odbiorców, w gąszczu wydawanych w Polsce płyt black metalowych, Piołun może uchodzić tylko za jedną z wielu, ja jednak takie granie przytulam do serca w każdej ilości. I tańczę z kostuchą, wiodącą na szafot.

Ocena: 8/10

Exit mobile version