Site icon KVLT

Protean Shield – „Protean Shield” (2023)

Zabierając się za recenzję imiennego debiutu Protean Shield miałem spore obawy. Widząc cover art albumu, byłem przekonany, że czeka mnie ciężka przeprawa z kolejnym bezpłciowym heavy/power metalem w plastikowym rynsztunku i rekwizytami z tektury.

W praktyce aż tak źle nie jest – 9 utworów składających się na 3 kwadranse muzyki to bardzo poprawne i miłe dla ucha granie z gatunku tych bardziej epickich, stawiających akcent na klimat i właściwe budowanie narracji.

Instrumentalnie jest więcej niż stosownie, mocny, niski wokal Harrisa Stampoulidisa nie wywołuje bólu uzębienia od nadmiaru słodyczy, kompozycje są całkiem ciekawe i nie nużą, jest jednak coś, co nie pozwala mi w pełni przekonać się do debiutanckiego krążka podopiecznych No Remorse Records.

Przy odsłuchu Protean Shield nie opuszcza mnie wrażenie, że zespół ma zaciągnięty do połowy hamulec ręczny i (świadomie, bądź też nie) serwuje swoje granie w nieco zbyt bezpiecznej, standardowej i odegranej od linijki konwencji, tłumiąc tym samym potencjał, który kompozycje miałyby szansę zdradzić przy nieco większej dozie mocy, zdecydowania i przebijającego się spomiędzy nich entuzjastycznego zacięcia.

Tym bardziej szkoda, bo zdarzają się na płycie naprawdę dobre melodie, zapadające w pamięć refreny, i okraszone technicznymi solówkami hiciarskie fragmenty – całość wyraźnie pozbawiona jest jednak wspomnianej kropki nad i.

Być może tę zespół będzie dopisywał na koncertach, za co szczerze trzymam kciuki. Do opisywanego albumu mój entuzjazm pozostaje jednak umiarkowany.

Ocena: 6/10

Exit mobile version