Thrash metal to nie rurki z kremem. Przynajmniej kiedyś tak było. Zanim posądzicie mnie o wpadanie w niczym nieuzasadnione, sentymentalne tony, posłuchajcie drugiej płyty włoskiego Adversor. Zespół, za którym stoją bracia Cardi i ich dwaj kumple, mimowolnie wywołuje uczucie tęsknoty za czasami, kiedy włos jeżył się na karku przy pierwszych w życiu odsłuchach starych płyt Kreator czy Sodom.
Młodzi Włosi z uwielbieniem hołdują żelaznej klasyce teutońskiego thrashu, dodając trochę wściekłości najbardziej rozszalałych kapel amerykańskich i sporej dawki punka. Dawno nie słyszałem thrashowego albumu, który byłby tak mocno oparty na sekcji, głównie na niezwykle wyrazistym, klangującym basie. Panowie nie oglądają się na nic, do kruszącej kości rytmiki dodali tnące jak brzytwa gitary, i ich opętane riffy z prędkością błyskawicy. To jazda bez trzymanki, stara dobra młócka zapierająca dech w piersi, ale Włosi skupili się bardziej na kompozycjach. Mają w małym palcu wszystko, co niemieckie – zarówno klasykę, jak i lektury uzupełniające. Pilnie uczyli się też z podręczników wydanych w Bay Area, a całą wiedzę, plus punkowe upodobania zamknęli w dobrze przemyślaną, wściekłą dawkę chłosty. Zaskakują solówki, które często wymykają się z gatunkowych ram. Wioślarze mają ciągoty do shreddingu, tudzież przemycenia jakiegoś ocierającego się o progres pomysłu, przez co płyta nie brzmi jak mokry sen muzycznego archeologa. Chwilę wytchnienia daje też akustyczny, instrumentalny przerywnik w postaci …On Death And Dying…, ale to w zasadzie jedyna ulga, jakiej tutaj można doświadczyć.
Cały album to potężna dawka skondensowanej, intensywnej, thrashowej nawalanki, bez wielkiego silenia się na eksperymenty. Jednak słychać w tym jakąś świeżość i sporą dawkę współczesności. Maniakom takiego grania nie trzeba przypominać zespołu Municipal Waste, który odświeżył formułę amerykańskiego thrashu za oceanem – Adversor ma spore szanse stać się ich odpowiednikiem w Europie. U Włochów nie uświadczymy elementów crossoveru, jest za to cały bagaż doświadczeń największych tuzów Starego Kontynentu.
Radzę pilnie obserwować, bo przyszłość może jeszcze mocno zaskoczyć. Potencjał na rozwój i pełne ożywienie gatunku jest ogromny.
Ocena: 9/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022

