Alcoholica – „F.E.A.R.” (2023)

Ortodoksom na tę myśl pewnie resztka włosów stanie dęba, ale wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że z Alcoholicą na polskim podwórku trzeba się liczyć. W sensie, wiecie – to nie jest gwiazda totalna, nie zbliża się osiąganymi liczbami do krajowych tuzów ani nawet do pierwszoligowców, ale jego obecności pominąć milczeniem nie można. Koniec końców numery Alcoholiki są grane, na koncertach pustek nie ma, w gruncie rzeczy wiele zespołów chciałoby cieszyć się taką bazą słuchaczy jak kwartet ze Śląska.

2023 rok przyniósł drugą pełnowymiarową autorską płytę zespołu. Pierwszą, Sub Zero wydaną w 2017 słyszałem, chyba nawet posiadam, ale to w zasadzie tyle co mogę po sześciu latach o niej powiedzieć. Tegoroczny krążek F.E.A.R. nie przyciągał mnie jednak za specjalnie. Pewnie podchodziłem do zespołu stereotypowo, ale też na pewno obecnie szukam w muzyce czegoś innego niż to, co oferuje Alcoholica. Koniec końców jednak zmierzyłem się z płytą i moja konkluzja jest krótka – to jest w sumie całkiem fajne.

Wiecie, F.E.A.R. nie zbawi świata muzyki, nie otworzy dla metalu nowych drzwi, pewnie nawet nie otworzy żadnych kolejnych dla samego zespołu. Ale też trzeba być nie lada hipokrytą żeby nie zwrócić uwagi, że ten album jest okej. Alcoholica nie chce w swoim autorskim materiale udawać Metalliki, to im dawno przeszło. Zespół obraca się w klimatach melodyjnego heavy/thrash metalu i pobrzmiewa w nim sporo polskiego thrashu z lat 90-tych. Doszukacie się tutaj czasami trochę Huntera z etapu Medeis albo nawet Requiem, może, jeśli znacie, to skojarzy wam się jakiś materiał innych Ślązaków z Horrorscope albo Acid Drinkers czy Al Sirat (ktoś ich jeszcze pamięta?). Dorzućcie sobie do miksu np. Tankard, Artillery czy Sacred Reich i dostaniecie całkiem zgrabny miks inspiracji i porównań. Wszystko to trzyma się w średnich tempach, z dala od poszukiwań ekstremy, w rejonach bardzo melodyjnych i napisanych na tyle sprawnie, że rockowe radia mogą mieć używanie. Pomysły, które oceniam jako „okej” przeplatają się z bardzo fajnymi, jak choćby posuwisty główny riff z A Long Walk, fajnie thrashujący numer tytułowy czy bardziej bezpośrednie Alone in the Crowd czy Eye For An Eye. Generalnie w skali Metalliki funkcjonujemy bardziej gdzieś w okolicach Load/Reload na dopałce niż Master of Puppets, ale i tu muszę wyjaśnić: to nie zarzut, bo Load i Reload to dwie świetnie napisane i wyprodukowane hard rockowe czy heavy metalowe albumy.  I z F.E.A.R. jest podobnie, oczywiście z zachowaniem proporcji. O dziwo, pośród tych sprawnych piosenek najgorsze wrażenie robi na mnie numer, który został wybrany do promocji albumu – I Am nagrany przy udziale Margo z grupy Moyra. Jest przesadzony, a jednocześnie zbyt sztampowy i nijaki. Okej, cover evergreena All I Have To Do Is Dream The Everly Brothers też można było sobie darować, ale traktuję go jako bonusik z rodzaju tych, które Acid Drinkers mogliby zmieścić na jakimś kolejnym Fishdicku.

F.E.A.R. jest płytą rzetelną. Nie udaje czegoś czym nie jest, ale jednocześnie słuchając albumu nie mam poczucia cringe. Nie spodziewam się znaleźć ten krążek w zestawieniach top 2023, ale potrafię sobie wyobrazić z łatwością, że jest to mocny pretendent do częstych powtórek w aucie. Całkiem spoko album, który można traktować jako zdrową odskocznię jeśli lubicie na co dzień zwiedzać bardziej ekstremalne rejony metalu.

Odpowiadając na najważniejsze pytanie: tak, bawiłem się przy F.E.A.R. znacznie lepiej niż przy najnowszej Metallice.

7/10

Alcoholica na Facebooku – tutaj.

Sprawdź też: Wolf Spider, Metallica, Proletaryat, Servitude, Species

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , .