Tak się jakoś składa w ostatnich latach, że USA jest miejscem, gdzie pojawiają się arcyciekawe blackowe kapele. Choć tamtejsza scena nie wychodzi z undergroundu i nie ściga się w nakładach z tuzami stylu z Europy, to jednak mocno zaznacza swoją obecność, przede wszystkim dzięki wysokiej jakości wypuszczanej muzyki. Choć pochodzący z Denver Ashes For The Mute nie jest aż tak elektryzującym tworem jak rodzima czołówka, to jednak ich twórczość niesie pewne walory. Muzycy czerpią co prawda z przewidywalnych źródeł, w mniejszym zakresie poszukują własnej drogi, jak choćby robią to skutecznie Akhlys czy Wolves In The Throne Room, ale nie da im się odmówić biegłości w mieszaniu inspiracji.
Dostajemy zatem na Celestial Revelations black metal, często w klasycznym ujęciu, niemniej jednak bez retro-sentymentalnej otoczki, do tego wzbogacony o różne elementy. Bo są tu riffy nieco odbiegające od tradycyjnej, skandynawskiej konwencji, czasem lekko „rwane” (The Engulfing Void) lub bliższe death metalowym rozwiązaniom. Każdy z kawałków opiera się na paru pomysłach, dość zgrabnie złączonych. Z drugiej strony nie zawsze udaje się zbudować jakąś dramaturgię. Raczej mamy do czynienia z pewnym zlepkiem riffów i zagrywek. Od blackowego, szalonego wrzasku po growling. Od blastów po zwolnienia. Z krain hałasu po nieliczne momenty wyciszenia – jak w interesującym, melodyjnym momencie w Disintegrate. Dzieje się tu dużo, dość, by nie wrzucać materiału do ściśle określonej szufladki.
Jeśli miałbym jakiś zarzut, to jedynie taki, że Celestial Revelations nie wyróżnia się w szczególny sposób. Owszem, proporcje i sposób zmieszania już jest jakąś autorską wizją, ale brak na albumie momentów, które zapisywałyby się w pamięci – przynajmniej w mojej, bo może ktoś oszaleje i wciągnie się bez reszty. Z drugiej zaś strony Ashes For The Mute nie zawodzą jednak, nie odpuszczają, nie schodzą na manowce. To soczyste granie, bez mielizn i wypełniaczy. Zważywszy że mamy do czynienia z pełnowymiarowym studyjnym debiutem, chciałbym wierzyć, że młodzi muzycy z USA są dopiero na progu świątyni zniszczenia i mroku. Śmielej zatem, zamaszysty krok do przodu, panowie, a dołączycie do rodzimej czołówki, bo czemu by nie?
Ja włączyłem Celestial Revelations do swej kolekcji na kasetowym nośniku. Niby nic, a ładnie wydane. Kolor przybrudzonego złota na samej MC ładnie współgra z białą grafiką na czarnym tle w książeczce. Warto nabyć w takiej formie – jeśli jeszcze taka możliwość istnieje.
Ocena: 6.5/10
Ashes For The Mute na Facebooku
Ashes for the Mute na Bandcamp
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2021, album, Ashes For The Mute, atmospheric death/doom, Band from US, black metal, black metal z USA, Celestial Revelations, Denver, independent label, metalheads, muzyka niezleżna, recenzja, review, underground.






