Nowa muzyka Behemoth przyszła niespodziewanie szybko, bo ledwie rok po The Shit ov God. Reklamowany jako „specjalne wydawnictwo” przygotowane we współpracy z Massacre Records, I, Scvlptor to coś na zasadzie składanki, a może bardziej EPki w stylu tych, jakie niegdyś zespół Nergala wypuszczał dość regularnie. W zestawie dostajemy trzy niepublikowane do tej pory utwory (dwa nowe i jeden odrzut z sesji nagraniowych ostatniego pełniaka), dwa re-recordingi, dwa covery (w tym jeden w wersji live) oraz alternatywny mix jednej z nowości. Brzmi jak coś dla tych największych fanów zespołu, prawda? No i takie właśnie jest.
Dwie nowe kompozycje są na dobrą sprawę głównym powodem, dla którego I, Scvlptor koniec końców okazał się dla mnie interesujący. Utwór tytułowy to typowy nowoczesny Behemoth – marszowe tempo, ciężki riff i monumentalny, pełen patosu klimat. Ci, którym odpowiada wolniejsza i bardziej stonowana wersja zespołu będą zadowoleni, pozostali zapewne będą kręcić nosem (pewnie kręcą nim od jakiegoś czasu, wszak to od dawna znany singiel promujący wydawnictwo). Znacznie ciekawszy jest Lord ov the Horizons, z niemalże gothic-rockową pierwszą częścią i czystym śpiewem Nergala przechodzącym w skrzek i growl oraz minutą o wiele bardziej standardowej dla Behe blackowej galopady. To bez wątpienia najjaśniejszy punkt wydawnictwa, pokazujący jak bardzo zespół ewoluował przez lata. Jego umieszczoną na końcu krążka, surowiej zmiksowaną wersję uważam za to za całkowicie zbędne, sztuczne wydłużenie płyty. Prawdę powiedziawszy, po pierwszym odsłuchu całości wyłączałem I, Scvlptor bądź wciskałem na pilocie replay przed nią. Trzecią z nowości jest odrzut z The Shit ov God – Begotten – który chce stać się przebojowym numerem. Tutaj cieszyć może jedynie żwawe tempo, jednak bardzo szybko słychać, dlaczego nie znalazło się dla tej kompozycji miejsce na ostatnim pełniaku – jest dość nijaka i mało charakterystyczna, znacznie odstająca od wydanego w ubiegłym roku materiału.
Nowa wersja Rise of the Blackstorm of Evil to obok Lord ov the Horizons drugi strzał praktycznie w dziesiątkę. Umiejętnie przearanżowany numer, oryginalnie wydany na demie The Return of the Northern Moon, nie tyle zyskał tutaj nowe życie, co wręcz brzmi jak coś totalnie świeżego. Nie jest to dla mnie niespodzianka, bo z reguły re-recordingi kawałków z samych początków kariery wychodzą Behemothowi znakomicie, uwypuklając zajebistość, która w jakimś stopniu była przykryta obskurną produkcją. Bardzo chętnie zobaczyłbym kiedyś całe takie wydawnictwo, ale pod warunkiem, że trzymałoby się ono tych najbardziej zamierzchłych czasów w karierze Pomorskiej Bestii. A to dlatego, że nowa wersja In Thy Pandemaeternum jest po prostu poprawnym odświeżeniem, a Pandemonic Incantations w przeciwieństwie do wcześniejszych albumów/EPek/dem niekoniecznie potrzebuje takiego traktowania. Słucha się tej nowej wersji oczywiście dobrze, no ale… po co?
Mam zastrzeżenia do wrzuconych na I, Scvlptor coverów. Wykonawczo nie ma się oczywiście do czego przyczepić (chociaż wokal Shagratha z Dimmu Borgir w In League with Satan gryzł mnie niestety w uszy), jednak pamiętam jak Behemoth brał się za bary z utworami The Cure, Danzig, Davida Bowiego, Siekiery czy Nine Inch Nails. Tutaj dostajemy stworzony pod koncertowe skandowanie repertuar Venom i Bathory, a więc wybory idące w parze z tym, czym Behemoth zajmuje się na co dzień, a przez to dość bezpieczne, nie dające zespołowi zbyt wielkiego pola do popisu. Rozumiem, że to hołd dla zespołów, które ukształtowały Nergala, co współgra z tytułem wydawnictwa, no ale tak jak wspomniałem – przez to są poprawne i bez błysku, w dodatku studyjna wersja hymnu tegorocznego Mystica wypada sporo lepiej od wersji koncertowej, nagranej z Sakisem Tolisem z Rotting Christ.
Gdyby I, Scvlptor był regularnym albumem, to pisałbym o nim w mocniejszych słowach, biorę jednak poprawkę na to, że to “specjalne wydawnictwo” – i jako takie spisuje się ono całkiem nieźle, a nawet ci nie będący behemothowymi die hardami fani znajdą tutaj coś wartego uwagi. Może i jest to kompilacja nierówna, ale nawet te słabsze pozycje z tracklisty nie schodzą poniżej pewnego przyzwoitego poziomu i choć osobom niezaznajomionym z Nergalem i jego kompanią (są jeszcze tacy?) raczej bym nie polecił sięgania po nią, to niezdecydowani sympatycy mogą bez strachu dorzucić ją do swojej kolekcji.
- BEHEMOTH – „I, Scvlptor” (2026) - 11 września 2026
- Brutal Assault 2026 – Jaroměř (05-08.08.2026) - 1 września 2026
- HEMELBESTORMER – „The Radiant Veil” (2025) - 25 lipca 2026

