Beyond Dystopia to debiutanci. Szwajcarzy swoje pierwsze dzieło o tytule tożsamym z nazwą zespołu postanowili wypromować własnymi siłami, a premiera odbyła się w listopadzie zeszłego roku. Wyprodukował je nie byle kto, bo znany ze współpracy z Arch Enemy czy z Sepulturą Dawid Castillo, więc o brzmienie płyty obawiać się nie trzeba. Jest ono jedną z mocniejszych stron materiału.
Mocny argument na korzyść formacji (przyprawiający recenzentów o ból tyłka) stanowi trudność w ustaleniu przynależności gatunkowej i scenicznej zespołu względem innych trendów. Panowie czerpią, skąd mają ochotę, nie oglądając się na nikogo, i robią to raczej w sposób nowoczesny. Każde kolejne pokolenie muzyków miesza gatunki odważniej, nieraz wprowadzając starszych słuchaczy w zakłopotanie, gdyż muszą zrewidować swoje podejście do muzyki i granic własnej tolerancji względem nowości. Sami artyści określają własną twórczość jako mieszankę dźwięków progresywnych z modern metalem i brutalnością death metalu – jest w takim ujęciu dużo prawdy, choć ja bym nie przesadzał z nadużywaniem określenia „progresja”. Może ono kierować czytelnika w rejony muzyki stricte progresywnej, a to, co Beyond Dystopia nazywa progresją, można moim zdaniem odnaleźć w kapelach reprezentujących prog metalcore czy prog/djent. Podchodząc do albumu Szwajcarów, należy pamiętać, że dla młodych muzyków inspiracji nie stanowiły Dream Theater czy Marillion, a bardziej „środkowy” Opeth, Devin Townsend czy liczne załogi progressive metalcore’owe.
W pierwszym kontakcie Beyond Dystopia robi mocne wrażenie. Warsztat, pomysły, brzmienie – wszystko na miejscu. Zabrałem się z werwą do słuchania po obejrzeniu wideoklipu do Myselves, spodziewając się bardzo dobrej pozycji. Jednak zagłębiając się w płytę, z każdym utworem rosło niestety uczucie monotonii. Czyste wokale, które były w stanie czarować w dwóch, trzech kompozycjach, w całości okazały się nieco jednostajne, a okazjonalnie pojawiające się krzyki nie pomogły w zniwelowaniu tego uczucia. Aspekt kompozycyjny oceniam podobnie, natomiast balans między melodią, a agresją uważam za zbyt mały, przez co całość wypada trochę płasko. Niemniej dzięki temu zamykający płytę instrumentalny numer My Meandering Mind robi bardzo dobre wrażenie i rodzi pytanie, dlaczego takich orkiestracji nie przygotowano więcej. Kilka podobnych wstawek plus nieco więcej agresywnych partii i z wydawnictwa wyszłaby perełka.
Album szwajcarskiej formacji można uznać za solidny pierwszy krok w stronę mocnej kariery, co nie jest chyba najgorszym werdyktem. W moim odczuciu Beyond Dystopia ma szansę zaistnieć w szerszym gronie fanów, jeśli muzycy zachowają duży upór i wyciągną wnioski z debiutu oraz licznych koncertów (które, mam nadzieję, zespół zagra). Wytrwałość i doświadczenie stanowią klucz do sukcesu.
Ocena: 5,5/10
Beyond Dystopia na Facebook’u.
- Temple of Void – „The Crawl” (2026) - 11 marca 2026
- Exodus – „Goliath” (2026) - 10 marca 2026
- Insidius – „Vulgus Illustrata” (2026) - 3 marca 2026
Tagi: 2023, Beyond Dystopia, metal, metalcore, prog, prog metal, Progressive Metalcore, recenzja, review.






