Czternaście lat minęło, odkąd Black Altar uraczył nas swoim ostatnim pełnowymiarowym albumem. Od tamtego czasu fani projektu mogli nacieszyć się jedynie EP-ką i kilkoma splitami, z których ostatni miał premierę w lutym bieżącego roku. Na Deathiah Manifesto Shadowa i jego kompanów połączyli siły z norweskim Vulture Lord, który w ubiegłym roku wydał swój pierwszy album studyjny po… osiemnastu latach. Mam nadzieję, że na nowego długograja Black Altar nie będzie trzeba czekać aż tak długo, tym bardziej że możliwości drzemiące w tym składzie wciąż są bardzo duże.
Na potrzeby tego wydawnictwa Shadow przygotował dwa pełne utwory, które wprowadzono krótkim Intrem i zakończono Outrem. To niewiele, ale jakość numerów w jakimś stopniu wynagradza ilość. Tym razem Black Altar w dużej mierze zrywa z pompatycznym i podniosłym black metalem, jaki dwa lata temu formacja zaprezentowała na Deus Inversus. Sacrilegious Congregation i Nyx to hołd złożony blackowej klasyce lat dziewięćdziesiątych – wszyscy tęsknie spoglądający w stronę czołowych przedstawicieli tak zwanej drugiej fali będą zachwyceni. Zadowolony jestem i ja, w szczególności z będącego moją ulubioną pozycją na splicie – pierwszego numeru z wciągającą, zachęcającą do pomachania czupryną rytmiką. Darek Sieradzki ma rękę do kompozycji, oj ma. O Intrze i Outrze powiedzieć mogę tylko tyle, że są. Prywatnie nie przepadam za tego typu zagrywkami, tym bardziej na splitach. Rozumiem jednak, co Shadow chciał za ich pomocą osiągnąć.
Black Altar – 8/10
Jeśli machanie czupryną wam nie wystarcza, a w blacku szukacie czegoś znacznie bardziej agresywnego, to na wasze potrzeby odpowie druga część splitu. Gdy Vulture Lord wydawali swój debiut, byłem jeszcze gówniakiem. Z twórczością zespołu zetknąłem się pierwszy raz właśnie teraz, przy recenzowaniu Deathiah Manifesto, i choć moim zdaniem jest ona niestety dość nierówna, to wiem, że muszę zainteresować się ich ubiegłorocznym pełnym krążkiem. Re-recordingi Dominios of Death i Hark! The Hymns of War to szybkie i wściekłe petardy, przy których dziki headbang jest wręcz wskazany. Nienajgorzej wypada też Bloodstained Ritualknives będący liczącą sobie dwanaście lat demówką, jednak związana z tym faktem gorsza jakość produkcji nieco psuje jego odbiór. Zamykający split Usurper, Thy Name Is Death to zaś pięciominutowy, orkiestrowo-ambientowy twór z krótkim monologiem Vincenta Price’a pochodzącym z filmu Maska Czerwonego Moru (1964). Byłoby to zjadliwe, gdyby trwało o połowę krócej; w takiej formie wygląda na nieco sztuczne przedłużanie metrażu i szczerze powiedziawszy, to odsłuchy Deathiah Manifesto zazwyczaj kończę po Bloodstained Ritualknives.
Vulture Lord – 6/10
Pomimo drobnych mankamentów bawię się przy tym splicie bardzo dobrze. Nowe kompozycje Black Altar rozbudzają apetyt na więcej, a część Vulture Lord zachęca do sięgnięcia po ich poprzednie dokonania. Na Deathiah Manifesto doświadcza się dwóch różnych podejść do black metalu. Szczęśliwie oba składy dostarczyły trochę dobra. To porządne wydawnictwo, a do tego bardzo ładnie wydane. Dla fanów formacji dowodzonej przez Shadowa jest to must-have, pozostałym po prostu polecam się nim zainteresować – pierwszą częścią w szczególności.
Ocena: 7/10
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2022, Black Altar, black metal, Deathiah Manifesto, odium records, recenzja, review, split, Vulture Lord.






