Blood Red Throne – „Nonagon” (2024)

24 stycznia pod szyldem Soulseller Records swoją premierę miał jedenasty album norweskiego Blood Red Throne. Jego tytuł brzmi Nonagon i oprócz nowej muzyki przynosi kolejną zmianę na stanowisku wokalisty – nowym krzykaczem został Sindre Wathee Johnsen.

Pamiętam bardzo dobrze pierwszy kontakt z „nowym projektem Tchorta z Carpathian Forest”. Album Monument of Death (2001) uderzył ciekawym, rytmicznym death metalem, co w tamtym czasie było dość specyficznym rozwiązaniem, bo wszędzie rządził black metal. Zaskoczenie było spore, no bo jak to tak – death metal z Norwegii. Jednak muzyka się wybroniła, a drugi album, Affiliated With the Suffering, był tak cholernie dobry, że zamknął usta wszystkim niedowiarkom. Pokochałem ten soczysty, dosyć klasyczny death metal i byłem wielkim fanem mniej więcej do Brutalitarian Regime (2011) – bo do tego czasu moim zdaniem trwała bardzo dobra passa zespołu na mocne krążki. Późniejsze zmiany składów i sam poziom kompozycji wystarczały, abym słuchał płyt, ale nigdy nie był tak oczarowany jak wcześniej.

Do Nonagon podszedłem sceptycznie. Pierwszy singiel przedstawił wokalistę jako kolejnego po Bolcie, który nie growluje, a porusza się w bardzo niskich partiach, jakie widzę bardziej w kapelach typu Aborted. Są to voxy, od których jest już blisko do gutturali, a ja w klasycznym death metalu lubię solidny, drapiący, krzyczany growl. Niestety jestem typem, który zwraca dużą uwagę na wokale, i jeżeli mi one nie siedzą w choćby małym stopniu, to płyta leci na bok. Mam przez to (po części) mega problem z Nonagon. Muzyka na płycie ma naprawdę kilka świetnych momentów. Gitarzyści już dawno się otrząsnęli po odejściu Tchorta i robią swoje na solidnym poziomie, stawiając na dynamikę i nieprzesadną komplikację swoich partii. Można tu odnaleźć sporo wgniatających w glebę zwolnień, trochę deicide’owych średnich temp, bogate partie basu i soczyste bębnienie. Na uwagę też zasługują solówki, których nie ma wiele, ale jak już są, to jadą bardzo fajnie – z pomysłem. Problemem też jest to, że pomimo świetnych elementów całość wydaje się średnia. Pamiętając poziom zniszczenia, jaki pozostawił po sobie na przykład Brutalitarian Regime, Nonagon jednak wypada blado. Solidnie, ale level niżej.

I tu chyba mogę dojść do ostatecznego wniosku. Gdyby ten album ukazał się z innym logo, mógłbym go lepiej odebrać. Blood Red Throne był w pewnym momencie na tak wysokim poziomie, że ten na Nonagon wypada średnio. Jest to album, który może nie zapisze się jako totalny odrzut w dyskografii, ale też na pewno nie ma szans stanąć w szranki z najlepszymi. Szkoda.

Ocena: 5/10

Blood Red Throne na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .