Sześć lat to szmat czasu, zwłaszcza w zwariowanej epoce. Można śmiało powiedzieć, że od momentu albumu Hurricane upłynęła cała epoka i obudziliśmy się w innej rzeczywistości, niestety nie lepszej. A Booze & Glory? Boys Will Be Boys!, jak głosi jeden z singli z ich najnowszej płyty. Pewne rzeczy się nie zmieniają – choć styl londyńskiej kapeli ewoluował na przestrzeni lat, wychodząc od brutalnej szorstkości pierwszych płyt, płynąc ku bardziej melodyjnym formom, nie zatracając jednak nic ze swej ulicznej, street punkowej szczerości. Płyta Whiskey Tango Foxtrot to dowód na to, że ta formuła jeszcze się nie wyczerpała, a może i zyskuje w zwariowanej współczesności. W skomplikowanych wyzwaniach codzienności proste rozwiązania wydają się zbawienne.
Najnowszy album Booze & Glory to zbiór hymnów, które doskonale wpadają w ucho. Niektóre z refrenów, w których odzywają się chórki, świetnie nadają się do wspólnego śpiewania. Komercyjne radio tych numerów jednak nie zagra, a przecież mogłyby z nich być całkiem spore hity. Czy to londyńskie, czy polskie ulice – kapela została założona w 2009 roku przez naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Anglii – perspektywa jest ta sama. Codzienny trud, bezmyślni politycy, płonne nadzieje i chwile wytchnienia razem z kumplami w pubie albo na meczu ukochanej drużyny. Wszak nie tylko krew decyduje o braterstwie (Family isn’t always blood), a cementujące przyjaźń doświadczenia i wyzwania. O tym wszystkim usłyszycie na Whiskey Tango Foxtrot. Proste, honorowe zasady – typowe dla środowiska Oi! – wybrzmiewają tu w tekstach i doskonale przegryzają się ze zgrzytliwą, punkową muzyką.
Nie musieliście jednak spędzić całego życia w glanach pomiędzy stadionem West Hamu a londyńskim pubem, by znaleźć w dźwiękach płynących z Whiskey Tango Foxtrot sporo satysfakcji. Choć niewątpliwie pewne doświadczenia pozwolą Wam lepiej się wczuć w atmosferę krążka. To naprawdę dobre numery, nośne riffy, parę sprawdzonych akordów i sporo interesujących melodii. Booze & Glory nie wymyśla nowego gatunku, nie dokonuje w nim rewolucji – opiera się na klasycznych wzorcach, pamięta o własnych korzeniach, oddając nowym piosenkom sporo serca. Nie mam wrażenia, że wkradła się tu jakaś rutyna, a przecież po dwóch dekadach działalności mogłoby się tak stać. Chyba przerwa od ostatniego albumu podziałała na ekipę twórczo. Oczywiście to nadal jedynie street punkowe piosenki (szczytem ekstrawagancji są krótkie, gitarowe solówki). Nie sądzę jednak, żeby fani ekipy i tego typu grania oczekiwali czegoś więcej – wszystko się tu zgadza, całość jest dobrze naoliwiona i nadaje się do pogo. A czy popularnością któryś z nowych numerów przebije chociażby London Skinhead Crew? Czas pokaże, ale jest tu parę numerów, które mają szansę stać się klasykami, jak chociażby singlowy Mad World.
W grudniu muzycy odwiedzą trzy polskie miasta na klubowej trasie (Wrocław, Warszawę i Bielsko-Białą). Biorąc pod uwagę, że najnowszy album w swej stylistyce jest po prostu świetny, premierowe numery wymieszane z klasykami muszą pokazać prawdziwą moc. Czuję się zaproszony!
Ocena: 8/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2025, Booze & Glory, Booze And Glory, oi, punk rock, recenzja, review, street punk, Whiskey Tango Foxtrot.






