Site icon KVLT

Collage – „Over and Out” (2022)

2 grudnia tego roku dał fanom polskiego prog rocka ważną okazję do świętowania. Po wieloletniej przerwie twórczej, przy wsparciu Mystic Production, powrócił fundamentalny dla progresywnego rocka w Polsce zespół – Collage. Jego nowy krążek, Over and Out, przywraca grupę z trwającego 26 lat niebytu i pokazuje jej nową twarz.

To radosne wydarzenie nie obyło się bez smutku spowodowanego brakiem Roberta Amiriana. Jego decyzja o rezygnacji z kariery muzycznej jest w moim mniemaniu ciosem dla polskiej sceny progresywnej. Magiczny, czarujący słowami i melodią wokal artysty wciągnął mnie swego czasu w świat piękna. Biegając w koszulkach Obituary i Death, w połowie lat 90. natrafiłem w radiu na Collage (nie pamiętam już w jakiej audcyji) – zostałem kupiony. Jednak mimo tego, że Amirian usunął się w cień, informacja o powrocie Collage mnie ucieszyła. Zaproszony do współpracy Bartosz Kossowicz, znany jako frontman Quidam, niejeden album już nagrał. Postanowiłem zatem czekać i się nie nastawiać.

Mój pierwszy kontakt z Over and Out dokonał się przez singiel What About the Pain. Przesłuchałem na spokojnie raz, potem drugi… Nie zagryzł. Moje obawy się spełniły, nie poczułem tego, co kiedyś. Jednakże twardo trzymałem się postanowienia, iż materiału nie skreślę póki nie zapoznam się z całością. Jakoś w czasie premiery drugiego singla, Man in the Middle, z gościnnym udziałem legendarnego Steve’a Rothery’ego z Marillion, dotarło do mnie CD Over and Out. Z ogromnymi emocjami przystąpiłem do odsłuchu. Pierwsza próba – nie podoba mi się. Druga – jeszcze gorzej. Trzecia – przestaję się zastanawiać, jak materiał brzmiałby z wokalem Amiriana. Wówczas muzyka zaczyna do mnie stopniowo trafiać.

Collage 2022 jest jednak innym zespołem niż ten sprzed 30 lat, nawet pomimo wielu cech wspólnych. Należy wbić to sobie do głowy, tak jak ja, i nie zapominać. Wówczas Over and Out okazuje się rozmarzonym, wielowarstwowym dziełem, opartym na ciepłych, melancholijnych brzmieniach. Czarują one podczas popisów klawiszowych Krzysztofa Palczewskiego, który w unikatowy sposób współpracuje z władającym perkusją Wojciechem Szadkowskim (odpowiedzialnym również za wszystkie teksty). Duet ten często prowadzi słuchacza w gęstwiny dźwiękowe ukazujące prawdziwy potencjał techniczny muzyków. Kunszt Szadkowskiego stanowi zresztą jedną z większych zalet płyty. Jego gra nie jest tylko pukaniem w bębenki, a poważnym aranżem i przemyślaną strukturalnie strategią twórczą. Perkusista świadomie wpływa na charakter muzyki, w zależności od kompozycji wybierając to delikatny puls, to schizofreniczny łamaniec, to znowu siłę i dynamikę.

Drugim ważnym walorem są podniosłe, epickie partie, obecne choćby w otwierającym album utworze tytułowym lub w A Moment a Feeling. Segmenty te budują klimat, pracując kontrastem, dzięki czemu mocne momenty uwydatniają lżejsze (i vice versa). Fragmenty te dopełnia wokalista – jego nieco melodeklamacyjny styl wzbogacony o silniejszy śpiew kojarzy mi się z klasycznym okresem Fisha w Marillion. Obaj artyści mają podobne podejście do tworzenia nastroju w piosenkach. Kossowicz, podobnie jak Dick, ma głęboki instynkt aranżacyjny: wie, kiedy zaśpiewać, a kiedy się usunąć i jak budować płytę. Najwyraźniej zdawał sobie też sprawę, iż nie podrobi Amiriana, więc pozostał po prostu sobą.

Wszystko to prowadzi mnie do wniosku, że Over and Out to album niezwykle przemyślany i prawdopodobnie ograny na wiele sposobów, by uzyskać ten optymalny, zapisany ostatecznie w studiu nagraniowym. To płyta zecydowanie obowiązkowa do sprawdzenia przez fanów progresji, choć może się spodobać również szerszej publiczności. Liczę, że wytwórnia pchnie krążek poza granice kraju i odpowiednio go wypromuje. Collage był gotowy na podbój świata 30 lat temu, jest na to gotowy i teraz – potrzebuje jedynie przedstawienia go na obcych ziemiach.

Ocena: 9/10

Collage na Facebook’u.

Exit mobile version