At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026)

Słuchając nowej płyty At the Gates, mam przeciwstawne uczucia. Głęboki smutek i jednocześnie radość. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie brzemię niosą muzycy zespołu – mnie przedwczesna śmierć Tomasa Lindberga zmiotła z planszy… Rak to straszna choroba, bardzo zdradliwa, dająca nadzieję na wyleczenie i często kosząca ostatecznym nawrotem. Tak niestety było z Tomasem: leczenie, poprawa, nadzieja i śmiertelny cios ze strony przerzutów. Dramat. W całej tej tragicznej sytuacji powstał album, w tamtym okresie już prawie ukończony, do którego na krótko przed operacjami Tomas nagrał w jeden dzień wokale na tyle dobre, by użyć ich w ostatecznej wersji. Chwała mu za to. Jego ostatni, finalny album nosi tytuł The Ghost of a Future Dead i z logo Century Media będzie miał premierę 24 kwietnia 2026 roku.

Trochę bałem się tej płyty i pisania dla niej recenzji. Bałem się, że będę miał problem z utrzymaniem odpowiedniego dystansu, że mój smutek i współczucie będą miały wpływ na odbiór muzyki na niej zawartej. Podchodziłem więc do tego albumu kilka razy, robiąc sesje po kilka odsłuchów dzień po dniu z dłuższymi przerwami między kolejnymi etapami. Dzięki temu uważam, że moje odczucia są utrzymane na stosunkowo odpowiednim poziomie emocji. Byłbym co prawda kłamcą, gdybym powiedział, że zespołowi nie dopingowałem, ale też nie miałem zamiaru dawać im forów.

Singiel promujący płytę okazał się hitem, który rozpalił nie tylko moje serce, ale i chyba wszystkich fanów zespołu. The Fever Mask okazał się korzennym ukłonem dla najlepszej płyty zespołu, czyli Slaughter of the Soul, przez co podkręcił apetyty u wszystkich. Nadmienię tu, że nie jestem fanem płyt nagranych po reaktywacji, nie czułem w nich zbyt wiele ze „starego” At the Gates i uważałem je za ciekawe, ale niekoniecznie słusznie wypuszczone z tym logo. Liczyłem, że The Ghost of a Future Dead to zmieni. Pierwsze dwa odsłuchy poczyniłem na zasadzie „słuchania w tle”. Sprawdził się w tej formie, czułem bijącą od niego energię. Następnie zrobiłem próbę przy pełnym skupieniu, na słuchawkach. To miała być decydująca chwila, moment sądu ostatecznego.
Rypnąłem całość dwa razy pod rząd i… siadło! Zaakceptowałem kompozycje jako At the Gates, jako godne tego logo i legendy.

Album trwa nieco ponad czterdzieści minut, co jest idealnym czasem według mnie dla muzyki utrzymanej w tej konkretnej formie. Thrashujący, szwedzki death metal grany na nowym krążku jest urozmaicony, pomiędzy charakterystycznymi melodiami nawiązującymi do Slaughter… a ciężkimi gitarowymi riffami, które mogłyby znaleźć się równie dobrze na albumach The Haunted, można wyłapać sporo zagrywek cofających nas do With Fear I Kiss the Burning Darkness czy nawet debiutu The Red in the Sky Is Ours. Uważam, że nowe dzieło najsilniej spośród nowych albumów nawiązuje do przeszłości – nie wiedząc jeszcze, że będzie to ostatnia płyta, muzycy postanowili połączyć nowości brzmieniowe znane choćby z The Nightmare of Being z klasyką. Trzeba przyznać, że dobrze to jedzie i się przegryza. Poprzednie płyty wydawały mi się mało konkretne, rozmyte. Tu jest „na twarz” i do przodu. Czy melodia, czy ciężar, zespół ciśnie do przodu, bardzo rzadko pozwalając sobie na jakiś bardziej atmosferyczny moment. Daje to album jak na At the Gates agresywny, pełen wkurwu, ale i niepozbawiony przestrzeni dla patentów posiadających więcej głębi i klimatu.

Album jest bardzo równy, ale można na pewno wybrać sobie jakichś faworytów. Ja stawiam na singlowy The Fever Mask, bardzo „szwedzki” Parasitical Hive oraz ciężki The Unfathomable. Gdyby ktoś poprosił mnie o wybranie trzech reprezentatywnych utworów, które by miały zachęcić do odsłuchu płyty, to wybrałbym te trzy jako esencjonalne. Kawałki te są silnie nasycone starym klimatem i świetnie skonstruowane, po prostu mocne jako całość. I nie znaczy to absolutnie, że reszta odstaje.

Na koniec jeszcze kilka słów o wokalach. Powiem tyle: jeżeli Tompa nagrał je przy jednym podejściu z założeniem, że to tylko „brudnopis”, to ja jestem na kolanach. Są surowe i pozbawione upiększeń, ale wbite wzorowo, dynamicznie i z arcyagresją spotykaną tylko u niego. Bajka.

The Ghost of a Future Dead jest wydawnictwem godnym zwieńczenia działalności pionierów melodyjnego death metalu. Nie nazwałbym go albumem idealnym, ale czy ktoś dziś jest w stanie nagrać taki? Mało który zespół unosi brzemię swoich najlepszych, kvltowych dokonań. At the Gates, uważam, zbliżył się możliwie mocno i otarł o swoje podium. Myślę, że ten krążek będzie uważany za najmocniejszy zaraz po klasykach. Tomas pożegnał się godnie, koledzy z zespołu zadbali, by wypuścić optymalny stuff. Tomas, gdziekolwiek jesteś, będziemy o Tobie pamiętać i słuchać.

Ocena: 9/10

At the Gates na Facebook’u.

(Visited 1 times, 14 visits today)

Tagi: , , , , , , , .