Cortex Impulse to rosyjski zespół prog metalowy, a Once In A Lifetime to ich debiutancka EP-ka – choć 25 min muzyki to dość, by mówić przynajmniej o mini albumie. Wypada stwierdzić, że Rosjanie radzą sobie nieźle w muzycznym gatunku, który jest przecież dość wymagający. Szczęśliwie grupie udaje się obronić przed zarzutem progowej pretensjonalności, ale chyba też nie udaje się jej powiedzieć w temacie niczego nowego ani nad wyraz interesującego. Fani tego typu grania być może przyjmą Once In A Lifetime życzliwie, ale chyba też bez nadmiernej ekscytacji.
Bo przy całej dobrej instrumentalnej robocie, chyba brak tu momentów godnych rzeczywistego zasłuchania. Progresywna struktura powinna cechować się sporym dramatyzmem, umiejętnym przeplataniem tematów, z których przynajmniej kilka pozwalają” odlecieć”. Słuchając EP, nie poczułem ani razu, że dźwięki mają jakieś magiczne konotacje. Z drugiej zaś strony trudno też do czegokolwiek się przyczepić. Bo całkiem zgrabnie wypada utwór The Tension \ How Things May Turn, który rozpoczyna się od klawiszowych plam, a potem rozwija wraz dźwiękami gitar i paroma zmianami nastroju. Całkiem nieźle wybrzmiewa metalowy, mocny riff w Broken, a nawet jeśli zwrotka Changes jest trochę „kwadratowa”, to refren z wpadającą w ucho melodią może wynagrodzić pewne braki.
Sporo też dzieje się w The Last Dance – całość rozpoczyna się motywem basu, potem Cortex Impulse dodaje szczyptę elektroniki, by następnie spleść parę rockowych motywów, podanych w różnych tempach, bez polotu jednak. Znajdą się być może fani balladowego, choć też niepozbawionego siły tytułowego kawałka, ale wymagałbym jednak bardziej wyrazistej melodii, bo temat przewodni powinien się zwyczajnie do słuchacza mocniej „przylepić”. Zaserwowany na koniec cover Heartbeat z pewnością się wyróżnia, ale to raczej zasługa King Crimson, którzy choć celowali w wirtuozerskie, rozbudowane kompozycje, potrafili też tworzyć zgrabne hity, czego przykładem rzeczony numer. Jednak choć ten numer nie przynosi Cortex Impulse wstydu, to jednak z całą stanowczością wybiorę oryginał, podany z większą lekkością i klasą. A przecież nie po to nagrywa się przeróbki, by nie wytrzymywać konfrontacji z pierwowzorem? Mimo wszystko dobrze, że Rosjanie zachowując z oryginału to, co najlepsze, próbowali dodać własny pierwiastek – w tym przypadku mocniejsze metalowe brzmienie, słyszalne zwłaszcza pod koniec.
To debiut, więc mimo wszystko zawarty na nim materiał rokuje całkiem nieźle. Viacheslav Akinshin dysponuje czystym, trochę chłopięcym, melodyjnym głosem, który pasuje do tego typu muzyki, choć prosiłoby czasem o większą skalę ekspresji. Instrumentalistom nie brakuje też umiejętności. Jest więc zaczyn do tego, by uformować z czasem porządny prog metalowy twór. Z drugiej zaś strony, gdy przyjrzymy się sprawie na chłodno, to Once In a Lifetime nie wyróżnia się niczym, co pozwalałoby mi powracać do tej płyty częściej i stawiać ten materiał ponad szereg podobnych produkcji. Nader często z progresywnego poletka zawiewa nudą, a przecież podobne produkcje powinny skrzyć się od pomysłów. Kibicuję jednak Rosjanom, by LP okazał się ciekawszy niż przyzwoite EP.
Ocena: 6/10
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: Cortex Impulse, ep, Hard Rock, metal, Once In A Lifetime, proga rock, rock.






