Denner / Shermann – “Satan’s Tomb” (2015)

W świecie, w którym niemal co tydzień zalewają nas wznowienia i powroty rzekomych “legend” metalu sprzed lat powrót prawdziwych mistrzów tego gatunku wydaje się mało zauważony. Tak jakby nikt nie czekał na to co Denner i Shermann mają do powiedzenia. Niesłusznie, bo epka „Satan’s Tomb”, weteranów z Mercyful Fate, to nie tylko sentymentalna podróż w czasie do lat świetności heavy metalu. To także dowód na to, że takie granie, jeśli jest na odpowiednim poziomie, ma przyszłość i sens. Nawet w czasach „post”.

Od samego początku, gdy usłyszałem pierwsze „demówki” tego duetu wiedziałem, że na ten powrót warto czekać. Klasycznie gitarowe granie, tradycyjne wokale Pecka przywodzące na myśl Timma „Rippera” Owensa czy wreszcie solidne bębnienie Snowy’ego Shawa to przepis na idealny heavymetalowy come-back. Może faktycznie na „Satan’s Tomb” słychać echa Illwill czy Force of Evil, może rzeczywiście ta EP-ka nie jest szczególnie dopracowana pod względem kompozycyjnym i sprawia wrażenie pewnego szkicu czy też szybko nagranych pomysłów to jednak wielu osobom takie granie przypadnie do gustu. Oczywiście to nie jest to samo co Mercyful Fate. Ale dzisiaj, po 16 latach od „9” myślę, że nie ma specjalnie szansy na powrót Mercyful Fate. King Diamond wielokrotnie podchodził do tej sprawy, głównie ze względów finansowych, z dystansem i nieco jej unikał w wywiadach. Stąd też wziął się chyba pomysł nagrania „Satan’s Tomb” w duecie Denner/Shermann. Krążek ten wypełnia pewną lukę po MF i rekompensuje ten brak, chociaż częściowo. Nikt tu niczego nie musi udawać, bo znaki są bardzo czytelne, od składu przez oprawę płyty zbliżoną do „Don’t Break the Oath”. Nie jest to może doskonały materiał, ale gdyby wokalistą był „ktoś inny” a na basie zamiast Marca Grabowskiego pojawił się Sharlee d’Angelo to kto wie, czy nie mielibyśmy wtedy tego na co chyba wszyscy czekamy…

Skoro jednak krążą plotki, że Hank i Michael pracują obecnie nad pełnowymiarową płytą w duecie to trzeba też spróbować ocenić „Satan’s Tomb” nie tylko przez pryzmat oczekiwań fanów ale jako nową, odrębną propozycję. W tym kontekście to dobra EP-ka, świetnie zagrana i wyprodukowana choć na te 4 utwory i 20 minut nie ma za bardzo miejsca, w którym można by się potknąć. Może trochę brakuje tu śmiałości, utwory nie są stuprocentowymi „hiciorami” ale odnoszę wrażenie że to dopiero przedsmak tego czego możemy spodziewać się po pełnograju. Dla fanów pozycja obowiązkowa, choć nie należy traktować jej jak relikwii. A dla pozostałych? Cóż, jeśli nie traktujecie czasów Rippera w Judas Priest jak świętokradztwa to „Satan’s Tomb” powinna wam się spodobać.

Ocena: 7/10

Fabian Filiks
Latest posts by Fabian Filiks (see all)

Tagi: , , , , , , , , .