Na ten dzień czekałem długo. Nawet bardzo długo, gdyż od premiery ostatniej płyty Der Weg Einer Freiheit minęło już 4 lata. Nikita Kampard nie zwykł się spieszyć z nowymi wydawnictwami. Ma swoje tempo, większość rzeczy na płycie robi sam, wszystko musi osobiście wymuskać, i nic nie poradzisz. Z drugiej strony dla mnie twórczość Kamparda i Tobiasa Schulera jest osobistym objawieniem i żaden z wydanych do tej pory albumów nie miał jednego choćby średniego numeru. Nie ma więc co narzekać na małe skrzywienia Nikity. A ponieważ niejednokrotnie kawałki ocierały się o absolut, powodując u mnie gęsią skórkę, ciarki na plecach i niekontrolowane łzawienie, na każdą płytę czekam z tym większym zniecierpliwieniem, na Noktvrn też.
Tym razem z różnych prozaicznych względów informacja o zbliżającej się premierze nowego albumu jakoś mi umknęła. Dlatego też singiel Morgen był dla mnie zaskoczeniem, a nawet wprawił w konsternację. Co prawda numer wpisywał się pięknie w kontynuację tego, co Der Weg Einer Freiheit prezentował na genialnym przecież Finisterre, ale tym razem utwór wydał mi się po prostu średni. Trochę chaotyczny, trochę oczywisty z klasycznymi zmianami tempa i ani jednej ciarki na plecach. Jak to? Nikita wypuścił coś średniego? Byłem w szoku. Immortal włączałem z ogromną obawą, początek numeru do twórczości Der Weg nie pasował mi zupełnie – czysty wokal rodem z występującego gościnnie The Devil’s Trade i wolne tempo… I wtedy, w czwartej minucie siedmiominutowego numeru kliknęło! W swoim stylu budowanym przez zalew blastującej perkusji i ścianę gitar tworzącymi razem niesamowity, mocny i wolny klimat znów uderzyło mnie wszystko to, co zespół zwykł przekazywać w swoich utworach. Dostałem w splot słoneczny tak mocno, że zakręciło mi się w głowie, a przed oczami stanęły mroczki. Jak w półśnie klikałem funkcję ponownego odtwarzania tego numeru, no i zapadłem się w wezbranym morzu dźwięków.
Płytę, podobnie jak dwie poprzednie (Finisterre oraz Stellar), wydaje Season of Mist. To fajnie, gdyż prawdziwe freaki będą miały okazję nabyć krążek w naprawdę kilku ciekawych i pięknie wydanych odmianach. Płyta jest hołdem złożonym twórczości Fryderyka Chopina (stąd tytuł), ale jednocześnie jest nowym otwarciem w działalności zespołu. Po pierwsze, z uwagi na znacznie bardziej różnorodne klimaty, a po drugie, ze względu na dwa pierwsze utwory zaśpiewane w języku angielskim. I tylko tematyka i teksty nie odbiegają od utartych szlaków „prowadzących do wolności”, w tym przypadku poprzez sny i tematykę zbliżoną do śmierci. Album zawiera siedem kawałków, trwających łącznie nieco ponad trzy kwadranse. Pierwszy Finisterre II to tak naprawdę krótkie instrumentalne intro wprowadzające delikatnie w klimat płyty, a jednocześnie przywołujące poprzedni album, do którego Noktvrn mimo swojej odmienności jest na pewnych polach podobny. Prawdziwa jazda zaczyna się na kawałku Monument, który z początku jest płynną i subtelną kontynuacją Finisterre II, ale co do zasady jest absolutnie genialnym popisem Tobiasa Schulera (jego karkołomne blasty są miejscami ciężkie do ogarnięcia, ale praca perkusji łączy się w tak spójny wodospad dźwięków, że aż idzie się w tej nawałnicy utopić). Do tego oczywiście szybka gitara, raczej powolne partie basu i niezmiennie świetny wokal Nikity. Utwór Am Rande der Dunkelheit to również klasyczny przykład twórczości zespołu. Wspomniany wcześniej Immortal nie dość, że zaśpiewany został po angielsku, to jeszcze przy współudziale osób trzecich, o czym pisałem już wcześniej. Gegen das Licht to najdłuższy utwór na płycie, gdyż trwa ponad jedenaście minut. Choć spokojny, to podszyty niepokojem i emocjami, a ostatnie dźwięki zagrane na organach jeszcze bardziej uwydatniają oczko puszczone w stronę muzyki poważnej. Ostatni Haven to drugie dziwadło na płycie. Znów po angielsku, znów bardzo delikatnie, z czystym wokalem, trochę shoegazowo. Takie miękkie pożegnanie ze słuchaczem. Ale również piękne.
Noktvrn to zdecydowanie najdziwniejszy album w dorobku Der Weg Einer Freiheit. Kawałki takie jak Immortal czy Haven to zupełnie coś nowego i w życiu bym się ich po Kampardzie nie spodziewał. Są inne nawet od Any z Agonie – jedynej bodaj ballady w dorobku Nikity. Ale równocześnie też jest to chyba krążek najbardziej dojrzały, dopracowany i stanowiący największy progres w twórczości zespołu. I choć były na płycie numery, które powaliły mnie na łopatki, to były też i takie, które po prostu były. I to jest chyba minus, gdyż jak na możliwości Nikity to troszkę za mało!
Der Weg Einer Freiheit na Fecebooku
Der Weg Einer Freiheit na Bandcamp
Der Weg Einer Freiheit w Encyklopedii Metalu
Ocena: 9/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Der Weg Einer Freiheit, Finisterre, niemiecki black metal, niemiecki post black, Noktvrn, post-black, premiera, płyta roku, recenzja, Season Of Mist, Stellar, Unstille.






