Jakiś czas temu zadzwonił do mnie znajomy. Od słowa do słowa zgadaliśmy się w temacie takiego jednego albumu, który w wersji limitowanej w wypasionym boksie z flagą, naszywką i czymś tam jeszcze można kupić w cenie normalnego klasycznego kompaktu. Kapeli nie znałem, ale ponieważ ponoć nieźle grają i warto rzucić na nich uchem, postanowiłem w końcu wrzucić pudełko na półkę…
No i tak leżał Stellar dobre pół roku i spokojnie pokrywał się kurzem… Aż pewnego wieczoru szukając czegoś zupełnie innego zaciekawiony zawartością grubaśnego boksa, odpakowałem w końcu Stellar i wrzuciłem go do odtwarzacza…
I mnie zamurowało. Od pierwszych dźwięków wbiło mnie w fotel, wydarło z kapci i rzuciło o ścianę. Tak ogromnego pierdolnięcia nie pamiętam chyba od czasów Hvis Lyset Tar Oss i to chyba nie jest przesadzone porównanie. Od czasów, kiedy Vikerness siadał na sali rozpraw słyszałem kupę niezłych płyt, całkiem sporo naprawdę dobrych i trochę genialnych. Ale takiej zmiany, jaką w moje życie wprowadził Burzum (no dobra, i jeszcze Amon Amarth) to ja już później nie pamiętam.
I choć nie przypuszczałem, że ktoś będzie w stanie wstrząsnąć moją świadomością w takim stopniu, to jednak stało się. Tym paru chłystkom z Bawarii udało się rozbić bank w niecałą godzinę Takiej dawki tak szczerych i tak krystalicznie przejrzystych uczuć w przekazie fonicznym nie słyszałem od lat Muzyka, od pierwszego do ostatniego dźwięku, wypływa wprost z samego, czarnego jak smoła, środka dusz wszystkich czterech Panów. Jest tak piękna, że aż przerażająca. Poraża niczym milion wolt i uzależnia niczym milion dawek amfy. Przenicowuje umysł, ostrym jak brzytwa i cienkim jak chirurgiczna igła świdrem dostaje się wprost do pnia mózgu. To pewnie z tego powodu pojawiają się zaburzenia oddechu i pracy serca. Tego, co czuje słuchacz pławiąc się między dźwiękami któregokolwiek z utworów nie da się chyba opisać słowami. Powiem więcej, tego nie da się chyba nawet dobrze uświadomić w głowie. To, co osiągnęli na tej płycie Panowie z Der Weg Einer Freihet jest po prostu nieosiągalne.
Tu każdy kawałek jest idealny, każda jego nuta, każdy dźwięk, każde słowo. Jedyne, co mogę z całą pewnością wyróżnić z całego krążka to dwa kawałki bonusowe, zdecydowanie bardziej liryczne, spokojniejsze, dające odpocząć skołatanym nerwom (szkoda, że nie ma ich w podstawowej wersji albumu). Idealne zakończenie idealnej płyty. Jak Tomhet w Hvis Lyset…
Ocena: 10,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

