Jak przedstawić można zespół, który sam nazywa się Gardziciel, a swoje dzieło Pogardą? Cóż, sami się zorientujecie że to nie jest miła, łatwa muzyka o pszczółkach i jeżach. Chciałbym mieć nadzieję, że większość z was kojarzy ich poprzednią, debiutancką płytę Joyride of Despair, mógłbym wtedy napisać coś sztampowego. Niestety, jest ona bardzo niedoceniana. Wytłumaczmy więc sobie już na początku: Despizer to wpierdol.
Chwilowo wydany przez sam zespół (choć mam wrażenie, że to się zmieni) album zawiera niecałe czterdzieści minut ostrej, punkowej przemocy, zawartej w jedenastu numerach. To właśnie przemoc jest tu gwoździem programu. Nieukierunkowana, rozlewająca się na wszystkie strony i dotykająca prawie wszystkiego agresja przybiera formę zabójczego d-beatu, niekiedy okraszonego naleciałościami black metalu. To nie są przekombinowane, dopieszczone kompozycje. Spodziewaj się raczej prostych, wściekłych motywów podlanych brudem i jadem tryskającym nie tylko z samych instrumentów, ale też polskich tekstów. Zabieg przerzucenia się na polszczyznę był strzałem w dziesiątkę, dzięki temu muzyka brzmi jeszcze bardziej agresywnie. Spory w tym udział wokalisty, dziko wypluwającego kolejne słowa. Czasem zdarza się mu też zahaczyć o chwyty z powerviolence (na Wiecznym Głodzie na przykład), niemniej zazwyczaj nie zwracasz na to uwagi i masz ochotę dołączyć do owego furiackiego krzyku. Który to bardzo dobrze zlewa się z punkowym, dosadnym graniem. Urozmaicanym dodatkowymi elementami, a jakże. Czasem zdarzy się solówka (7 Gniewnych Ludzi albo Chuj Wam W Twarz, notabene i z niewiadomych powodów nieuwzględniony na pudełku), czasem pomacha nam black metal, jak na Wężowniku II albo Grze Pozorów. Myślę, że dobrym porównaniem byłby Skitsystem. Despizer nie jest aż tak przygnębiająco-negatywny, zdarzają się także całkiem przebojowe, taneczne motywy (Krew Na Rękach), niemniej szwedzka ekipa wydaje się być dobrym odnośnikiem do twórczości chłopaków z Pabianic. Dodajmy do tego brzmienie, odpowiednio brudne i agresywne, i mamy przepis na sukces.
Tekst wyszedł króciutki, za to konkretny, niczym kolejne ciosy z Pogardy właśnie. Tu nie ma o czym mówić, po prostu bierz się za odsłuch płyty. Może jest trochę za długa, ale niewielu na polskiej scenie potrafi tak skutecznie przelać złość w dźwięki.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

