Site icon KVLT

Dormant Ordeal – „The Grand Scheme of Things” (2021)

Polska, jak na stosunkowo niewielki kraj, ma czym się pochwalić w dziedzinie metalowej agresji. Co najważniejsze, wiele wskazuje na to, że nie powiedziała w tej materii jeszcze ostatniego słowa, a jednym z dowodów na to jest bez wątpienia nowa płyta pochodzącego z Krakowa zespołu Dormant Ordeal, nosząca tytuł The Grand Scheme of Things. Jest to już trzeci longplay w dyskografii projektu, a pierwszy ze wsparciem Selfmadegod Records, która według mojej obserwacji poszerzyła swoje spektrum z dobrego grindcore’u na dobry metal i wyłapuje co lepsze załogi.

Dormant Ordeal powstał jako jednoosobowy projekt Radka Kowala w okolicach 2005 roku, by po trzech latach domowych nagrań przeistoczyć się w pełen zespół. Lider zasiadł na stałe za garkami, co było dobrą decyzją, ponieważ gra na instrumentach perkusyjnych faktycznie idzie mu bardzo sprawnie. Moja wiedza o muzyce zespołu bazuje na ten moment głównie na nowym krążku, miałem okazję natrafić na single z poprzednich, aczkolwiek pełne materiały mi „uciekły”. Suma summarum, ważne, że w końcu zawitała do mnie pełna produkcja, trzecia – podobno najważniejsza na drodze każdego zespołu.

Na ile The Grand Scheme of Things okaże się przełomowym dla krakowskich muzyków – na ten moment nie wiem, ale na pewno Panowie nagrali bardzo solidny i dobry krążek. Ich sztuka balansuje na cienkiej linii pomiędzy death i black metalem, choć pokaźna ilość atmosfery i klimatu zawartego w kompozycjach przybliża band jednak do czerni. Jak w każdej odmianie metalu, tak i w blacku mamy do czynienia z jego odmianami. Elementy blackowe zawarte w muzyce Dormant nie należą do tej prymitywnej, a do złożonej odnogi, opartej na świetnych harmoniach gitarowych. Pewnie najłatwiej byłoby wrzucić band do gara z metalem ekstremalnym, a ja mogę polecić ich album fanom załóg takich jak The Amenta czy Gaerea. Dormant Ordeal podobnie podchodzi do produkcji i agresji, tak samo jak one miesza je z dużą ilością przeszywających ciało przestrzeni dźwiękowych.
Tu też należy wspomnieć o zacnej produkcji płyty, która powstała pod okiem Pawła „Janosa” Grabowskiego w JNS Studio. Produkcje wychodzące spod jego rąk już dawno zwróciły moją uwagę i Wielki Shemat Rzeczy nie odbiega w żadnym stopniu od wysokich standardów tego miejsca.

Brzmienie i muzykę można spiąć jednym słowem: potęga. Zrozumiecie to, gdy zasiądziecie w fotelach i puścicie płytę głośno. Od rozpoczynającego At the Garden’s Gates zespół uderza mocno, ale z miejscem na patos i wspomniany już klimat. Wysokie umiejętności techniczne muzyków korespondują ze sprawnie zaprogramowanymi aranżami, motywy kompozycji przechodzą z jednego w następne naturalnie, przez co płyta przelatuje szybko i zachęca do kolejnego odsłuchu.

Ocena: 8.5/10

Dormant Ordeal na Facebook’u.

Exit mobile version