Czy można słuchać nowych płyt z wypiekami na twarzy? Jasne, że można. Nie sądziłem jednak, że stanie się to przy najnowszej propozycji od Dream Theater. Spodziewałem się wtórnych melodii z A View From The Top Of The World czy The Astonishing, a tu taka niespodzianka! Powrócił Mike Portnoy i to do diabła słychać. Dream Theater nabrało drugi oddech i galopuje do przodu jak za starych, dobrych czasów.
Parasomnia, jak łatwo się domyślić, to album koncepcyjny, o tym jak życie codzienne, uczucia, emocje mogą wpływać na nas i odzwierciedlają się w sennych koszmarach i marzeniach. Temat wałkowany już wzdłuż i wszerz przez muzyków wszelkiej maści. Jednak tutaj w tak indywidualnym podejściu, że momentami psychika może nie wytrzymać wysokiego pokładu emocji. Temat genialny i jakże pasujący do Dream Theater.
A muzyka? Moim zdaniem to najlepsze, co mogło spotkać fanów od czasu Systematic Chaosi, uwielbianej przeze mnie, a niestety niedocenianej przez krytyków i media.
Parasomnia to drapieżna, niemal agresywna jazda bez trzymanki jak w Night Terror, a jednocześnie refleksyjna i pełna zadumy, skłaniająca słuchacza do refleksji, jak w Bend The Clock. Może to głupie, ale ta muzyka jest tak mądra i tak wiele chce nam przekazać, że nawet te 71 minut i 14 sekund to wciąż za mało. Płyta skoncentrowana jest raczej na perkusji Portnoya, ale tego można było się spodziewać po powrocie syna marnotrawnego. I to wcale mnie nie zaskakuje, a daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję na przyszłość. Bo, niestety ja już kładłem przysłowiowy krzyżyk na ich dalsze losy. Na poprzednich albumach, tych po Black Clouds & Silver Linings brakowało mi tego drugiego wokalu Portnoya i jego wkładu w komponowanie utworów. Te wydawały się nieco miałkie i wydawane na siłę.
Na Parasomnia muzyka w końcu tchnie nową świeżością, nową jakością Dream Theater. Są oczywiście słabsze momenty jak Midnight Messiah, ale jest ich tak mało, i są na tyle nieistotne w koncepcji całej płyty, że można to nowojorczykom wybaczyć.
I aby tradycji stało się zadość, jest też i prawie 20-minutowy opus, zamykający płytę. Zagmatwany, pokręcony, ale też refleksyjny The Shadow Man Incident, w którym muzycy na zmianę prześcigają i popisują się swoimi zdolnościami muzycznymi. I dobrze, bo jest się czym chwalić. A odrobina samozachwytu, wszechobecnie wyczuwalnej omnipotencji w przypadku Dream Theater jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A do tego lekka nuta arogancji wręcz idealnie pasuje.
Mocny powrót po latach.
Płytę zamyka dźwięk budzika i słowa „Wake Up”. Muzyka Dream Theater ocknęła się ze snu i kto wie, czy właśnie Parasomnia nie ma być parafrazą tego przebudzenia.
Ocena 9/10
Dream Theater na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






