KVLT

EMPHERIS/DEATH INVOKER – „Impure Spirits Of Destruction” (2020)

Empheris to weterani metalowego podziemia z Warszawy, ale ich status wydaje się wciąż dość anonimowy. Grupa ma koncie trzy pełne albumy i cały stos demówek, EPek i splitów. Poprzedni rok zespół zamknął wspólnym wydawnictwem z peruwiańską grupą Death Invoker, której dorobek wydawniczy nie wyszedł poza dema i splity, w tym jeden z naszym Throneum.

Oba zespoły dzieli pół świata, ale łączy uwielbienie dla starego, obskurnego metalu i pełne oddanie sprawie, jeśli chodzi o intensywność przekazu. Impure Spirits Of Destruction zawiera po trzy utwory od obu grup, w tym po jednym, który jest intrem do zasadniczej części. Zakorzenione w symfonice Intro od Empheris zwiastuje złowieszczą nawałnicę brutalnych dźwięków, gotowych zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co napotka na swej drodze. I rzeczywiście – warszawiacy poruszają się w rozbujanej, wybuchowej miksturze black i thrash metalu, mającej swe korzenie w twórczości Venom, Bathory czy Hellhammer. Dodają do tego trochę speedu, odrobinę melodii i garść solówek, przenoszących klimatem w lata 80. Kompozycyjnie obu utworom blisko do takich grup jak Desaster czy Destroyer 666, ale brzmieniowo mamy do czynienia z totalnym oldschool’em.

Podobnie, choć bardziej złowieszczo wita nas Death Invoker. Peruwiańczycy brzmią jeszcze bardziej prymitywnie i hołdują tej samej stylistyce, co Empheris, choć w specyficznej, południowoamerykańskiej odsłonie. Ich muzyce bliżej do wyziewów Blasphemy, wściekłości pierwszej płyty Sarcofago, a w najbardziej rozszalałych momentach zbliżają się do black metalowego opętania wczesnego Beherit. W obu utworach słychać wszystko, co stanowi sól tego typu grania – szalone tempa, wokal z grobu, mieszankę riffów, którzy wszyscy znają na wylot. Czuć w tym odrobinę jedynego w swoim rodzaju latynoskiego szału, ale grobowe brzmienie i wyraźna intensywność muzyki kojarzy się z nieokrzesaniem sceny australijskiej.

Krótko, mocno, intensywnie, prosto w twarz. Tak jak powinno być. Wszystko się zgadza. Z drugiej strony, takich albumów jest na świecie na pęczki. Niemniej dla maniaków starej, pierwotnej, metalowej brutalności Impure Spirits Of Destruction będzie wodą na młyn.

 

Latest posts by Rafał Chmura (see all)
Exit mobile version