Possessed by Fire (1986) i Rising from the Sea (1987), to płyty, które w PRL-u funkcjonowały jak artefakty z innego świata. Surowe, bezkompromisowe, z tym charakterystycznym niemieckim sznytem. Szybkie, agresywne, ale jednocześnie zaskakująco chwytliwe dźwięki nagrane na kasecie Stilon, a odtwarzane na starym Kasprzaku. I tak, pamiętam, jak wielu ludzi mówiło, że Exumer to „niemiecki odpowiednik Slayera”, ale prawda jest taka, że oni mieli swój własny, niepodrabialny vibe. Bardziej uliczny, bardziej brudny, bardziej… europejski.
Mija 40 lat, a Exumer mają się świetnie i nagrywają nowe albumy. Tuż za progiem szykuje się premiera ich najnowszego albumu, Death Mask Messiah. I jak jest?
Utwory na Death Mask Messiah nie mają w sobie nic z retro. To współczesny, świeży i bezkompromisowy thrash. Nagrany między grudniem 2025 a styczniem 2026. Szósta płyta Exumer, czwarta dla Metal Blade, jest jednocześnie pierwszym albumem z udziałem perkusisty Jerome’a Reila i basisty Alexa Vossa. Ich wejście do składu okazało się katalizatorem. Młoda energia spotyka tu agresywny styl i doświadczenie Mema von Steina oraz Raya Menscha. Zespół brzmi jakby był bardziej skupiony, bardziej surowo, bardziej jak jedna, zjednoczona maszyna, która nie ogląda się na przeszłość, tylko pędzi naprzód z pełną mocą.
Exumer na Death Mask Messiah podkręca agresję do poziomu, którego nie było słychać od lat, odchodząc od bardziej kontrolowanego podejścia znanego z Hostile Defiance (2019). To powrót do thrashu, który nie owija w bawełnę, jest szybki, brutalny, bezpośredni. Jednocześnie zespół kontynuuje drogę wytyczoną na Fire & Damnation (2012), gdzie po raz pierwszy połączyli współczesne brzmienie z nieśmiertelną energią lat 80. Efekt jest taki, że nowy album brzmi jak Exumer w swojej najczystszej, najbardziej pierwotnej formie, ale z mocą i klarownością XXI wieku. To ewidentnie słychać w Fratricide czy tytułowym Death Mask Messsiah.
Death Mask Messiah jeszcze mocniej cementuje dziedzictwo Exumer jako nieustraszonej instytucji thrash metalu. Ten album to logiczna, bezkompromisowa kontynuacja trzech poprzednich płyt niemieckiej legendy. To powrót do brutalności, która nie pozostawia miejsca na wytchnienie. Jedenaście utworów, wyprodukowanych przez Dominica Paraskevopoulosa (Kreator, Caliban) i zmiksowanych oraz zmasterowanych przez Arthura Rizka (Soulfly, King Diamond), pulsuje gniewem, prymitywną energią i chirurgiczną precyzją. To Exumer w najbardziej pierwotnej, nieokiełznanej formie. Zespół, który nie tylko pamięta swoje korzenie, ale potrafi je na nowo rozpalić.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że odnoszę wrażenie zmęczenia. Nie chodzi o to, że Mem stracił energię. Raczej o to, że jego gniew zmienił temperaturę. W latach Possessed By Fire to była czysta, nieprzefiltrowana agresja, krzyk młodego człowieka, który chce rozerwać świat na pół. Dziś to bardziej zmęczenie wojownika, który widział już wszystko, przeżył swoje bitwy i nie musi udowadniać niczego krzykiem. To nie jest słabość. To jest inna emocja.
A gitary Raya? Kiedyś cięły jak brzytwa, bo taka była potrzeba. Thrash musiał być ostry, szybki, bezlitosny. Teraz Ray gra bardziej świadomie, bardziej „z głowy niż z żył”. Tak mi się wydaje, że to nie jest brak energii, tylko zmiana priorytetów. Mniej siekania, więcej struktury, więcej ciężaru niż ostrości.
Na Death Mask Messiah Exumer chce pomóc słuchaczom nie czuć się samotnie. Niezależnie od tego, czy mierzą się z osobistymi kryzysami, czy z bardziej uniwersalnymi, wspólnymi dla nas wszystkich. Publiczność odnajduje się w ich lirycznych przekazach i intensywnym wykonaniu, które działa jak emocjonalny wentyl. Brutalny, szczery, ale paradoksalnie wspierający.
Sekwencjonowanie Death Mask Messiah staje się tu rytuałem. Precyzyjnie ułożonym ciągiem dźwiękowych zaklęć, które Ray i Marc Bräutigam wykuwali niczym runy na stalowej płycie. Każdy utwór otwiera kolejne wrota, prowadząc słuchacza przez labirynt emocji, gdzie gniew, ekstaza i mrok splatają się w jedną, niepowstrzymaną narrację. To nie jest zwykła podróż. To pędząca kolejka górska zbudowana z riffów, krzyku i żaru, której finał domaga się natychmiastowego powrotu na trasę.
Współczesne kompozycje i odświeżone, a jednocześnie bezlitośnie ostre brzmienie Death Mask Messiah wzmacniają thrashowy majestat Exumer. Zespół brzmi tu jak siła, która pamięta swoje korzenie, ale nie boi się ich przetopić w nową, potężniejszą formę. Jakby każdy riff był klingą, a każdy wers pieczęcią potwierdzającą ich miejsce w panteonie gatunku.
- EXUMER – „Death Mask Messiah” (2026) - 21 sierpnia 2026
- HULDER – „Verbolgen” (2026) - 21 sierpnia 2026
- KRISTOFFER GILDENLÖW – „[humanised]” (2026) - 21 sierpnia 2026

