Poprzedni album Fateful Finality, Mankind, został zrecenzowany na naszych łamach przez Vladymyra i wypadałoby mi podpisać się pod wszystkimi wnioskami, dotyczącymi stylistycznych nawiązań i inspiracji, które w tekście padły – od klasycznego heavy metalu poprzez Panterę, niemiecką szkołę thrashu, z Kreatorem na czele, po nowocześniejsze podejście do tematu, które prezentuje choćby Machine Head czy Lamb Of God. Wydany w tym roku Executor konsekwentnie trzyma się obranej ścieżki, podrasowanej thrash metalowymi tempami i częstym wykorzystaniem metal core’owych i groove metalowych rozwiązań.
Chyba nawet mocniej wypada ta nowa płyta niż poprzedniczka, zdaje się podlana jest większą wściekłością, panowie Simon i Patrick częściej krzyczą, skandują, growlują niż śpiewają, groove bywa potężny, tempa zwykle szybkie, ewentualnie średnie, gitary ciężkie, sekcja zwarta i gotowa do działania. Owszem, czasem pojawią się tutaj strzępki fajnych melodii, a nawet wpadający w ucho refren (Rot), albo spokojny wstęp (Expect Your Executor), ale to jedynie dodatki. Królują tu kawałki z dużą dawką energii, wysokokaloryczne, bez ozdobników, śmiałe i agresywne (co nie oznacza, że ekstremalne). Bardzo często w tego typu muzycznych próbach, gdy mamy do czynienia z ciężko strawnym miksem różnych metalowych stylów, oldschoolowych i nowoczesnych patentów, gubi się sedno – nośność riffów i zwartość całości. Na Executor szczęśliwie nic takiego nie następuje, to znaczy wiemy, że mamy do czynienia z zespołem, który wypracował swój styl, wsparty na podwalinach różnych tuzów gatunku, przemyślany, a jednocześnie niepozbawiony jeszcze pasji, typowej dla wciąż młodej kapeli. Technicznie to bardziej podejście do grania, choć nie stawiające tylko na popisy. Z rzadka, ale jednak, zespół potrafi zwolnić, by pewne riffy wybrzmiały dobitniej, a że stosunkowo sporo się tu dzieje w obrębie jednego utworu – o ziewaniu nie ma mowy. Ciekawy dodatek stanowi najbliższy mainstreamowemu graniu cover Iron Maiden, Moonchild, i za niego też brawa, bo zabrzmiał ten numer szorstko w wydaniu Fateful Finality, trochę w brudnym duchu Mötorhead.
Teksty też jak najbardziej w kanonach thrashowo/core’owych, zainteresowane naszą rzeczywistością, a nie krainami magii, przede wszystkim piętnujące grzechy współczesności. Towarzyszące lirykom grafiki fajnie zresztą splatają się w jedno na froncie okładki. Muzycznie brak tu może czegoś specjalnego, co nakazywałoby zapamiętać tę płytę na dziesięciolecia, jakiejś wyjątkowej autorskiej pieczęci, niemniej jest bardzo dobra metalowa robota, sięgająca zdecydowanie powyżej średniej, więc na pewno warto Fateful Finality dać szansę. Zespół trzyma poziom.
ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026

