Ciągle żyjemy i walczymy z konsekwencjami epidemii Covid-19 i związanego z nią lockdownu, które wpłynęły na każdą sferę życia. Oberwało się także przemysłowi muzycznemu. Nieważne, czy duży, czy mały zespół, każdy swoje wycierpiał. Niektóre się poddały, jak nieodżałowana Anathema, której muzycy zmuszeni zostali do podjęcia regularnej pracy. Tym, którzy nie żyli z muzyki, być może było nieco łatwiej, ale brak koncertów mógł wpłynąć na stagnację i utratę motywacji. Zdaje się że takich problemów nie mieli muzycy odpowiedzialni za dzieło, jakie chcę w tym tekście przybliżyć – wynik współpracy dwóch zespołów, przegryzających frustrację związaną z brakiem możliwości koncertowej promocji dopiero co wydanych nowych materiałów.
Fatigue i Kontagion to zespoły pochodzące z Bydgoszczy, a muzycznie kompletnie się różniące. Ich współpraca mogła nabrać różnych kształtów. Fatigue obraca się na co dzień w klimatach doom/black metalu, mocno atmosferycznego, Kontagion natomiast silnie czerpie z industrialu, opierając swe brzmienie na obniżonym stroju ośmiostrunowej gitary, co często generuje porównania do djentu, czego wiem, że zespół nie lubi. Słuchając materiału, stanąłem przed bardzo ciężkim problemem jego klasyfikacji stylistycznej. Słychać tu na pewno wpływy gatunków uprawianych przez zespoły, ale inspiracji jest więcej, a wszystkie – co mnie dosyć zaskakuje – dobrze współgrają. Prawdopodobnie najłatwiej byłoby album przykleić do półeczki z szeroko rozumianym post/doom metalem, bo ogromna część klimatu i przestrzeni generowana jest tu w podobnym stylu. Tempa dominujące w kompozycjach są powolne, pozwalają strunom wybrzmieć. Od typowego postu odróżniają je pojawiające się całkiem często agresywniejsze partie okołoblackowe i nisko brzmiące ciężary, ubrane w growle i screamy, sprawiające, że utwory stają się „ciemne” i duszne. Nie wiem, na ile płyta jest efektem jam session, a na ile jest oparta na wysyłaniu plików, ale muszę przyznać, że udało się tu stworzyć coś oryginalnego, dzięki temu, że muzycy panowali nad albumem w stu procentach. Mam wrażenie, że w bogatej strukturze całości mogą coś odnaleźć fani zarówno doom metalu, jak i depressive black metalu czy innych odmian stawiających na budowanie dołującej atmosfery. Muzycy położyli nacisk na różnorodność, ale w równym stopniu zadbali o spójność i chwała im za to.
Stwierdzić muszę także, że nie jest to album idealny. Można by się przyczepić do paru rozwiązań, do czasami niedoskonałych czystych partii wokalnych czy dosyć topornego brzmienia, ale w moim przypadku wszystko to powoduje właśnie, że album mi się podoba. Cofa mnie w czasy, gdy albumy nie były tak cholernie przeprodukowane i odarte ze spontaniczności. Te małe niedoskonałości postanowiłem potraktować jako miejsce na rozwój w przyszłości i będę nieśmiało liczył na Fatigue & Kontagion II w przyszłości, a obecny, premierowy album (premiera odbyła się 15.07.2022) uważam za udany eksperyment i świetną próbę samorealizacji muzyków na nowych, trudnych obszarach. Robienie muzyki z jednym zespołem jest bowiem wystarczająco trudne, a co dopiero z dwoma.
Ocena:8/10
Fatigue na Facebook’u.
Kontagion na Facebook’u.
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2022, black metal, doom, Fatigue, Fatigue & Kontagion, industrial, Kontagion, Moans Music, post-metal, recenzja, review.






