Debiutancki album węgierskiego duetu Frozen Wreath nie odbił się jakoś szerokim echem wśród blackowej publiczności. Nigdzie nie widziałem choćby wzmianki o tym krążku i nikt o nim nie napisał nawet słowa. Dzięki uprzejmości Filosofem Records udało mi się zdobyć jeden egzemplarz przedmiotowego albumu, a że nie ma nic fajniejszego od odkrywania nowych perełek muzycznych, postaram się przybliżyć nieco twórczość Madziarów.
Czterdzieści minut atmosferycznego black metalu brzmi obiecująco. A do tego aż osiem kawałków! To mogło oznaczać tylko jedno – materiał zwarty i pozbawiony zbędnych i nudnych wypełniaczy.
I mniej więcej tak jest, natomiast materiał co do zasady jest mocno spolaryzowany. Słuchając Memento Mori, da się od razu zauważyć dwa zasadnicze bieguny: surowy i olschoolowy black lub dość prosty i również surowy black przemieszany z ambientem. Klimat pierwszej odsłony zawdzięczamy mocnemu i surowemu growlowi, a także typowo zimnym partiom instrumentalnym. Drugie oblicze kapeli to klawisze a’la wczesny Mortiis i to od razu w sporych zintensyfikowanych dawkach. Natomiast w obu wersjach partie gitarowe są mocno przesterowane, przytłumione i brudne jakby były nagrywane w piwnicy na jakimś staro-użytecznym Kasprzaku. Perkusja za to (jeśli tempo utworu pozwala) buduje się na blastach oraz pasażach w niskich tonacjach. Na okrasę dostajemy dwie deklamacje w języku węgierskim (polecam), garść przeszkadzajek i to by było na tyle. Niby niewiele, ale jak na czterdziestominutowy debiut to i tak całkiem sporo.
Szczególnej uwadze polecam utwór numer jeden (przez wzgląd na język tytułów podawał nie będę), dwa (deklamacja) pięć, siedem (kolejna deklamacja znów utrzymana w lirycznych nastrojach) i osiem (podobny do numeru pierwszego i podobnie jak jedynka dobrze charakteryzuje klimat krążka). Pozostałe numery, choć mniej znaczące, nie odstają klimatem od reszty płyty.
Memento Mori zdecydowanie nie jest albumem wybitnym. Z drugiej strony (mając zwłaszcza na uwadze debiutancko charakter krążka) to całkiem udane dzieło, którego warto posłuchać. I jeśli nie zawiesicie ucha na debiucie Węgrów, to z pewnością warto mieć ich w pamięci. Kolejny album może być niezłym killerem!
Frozen Wreath na Fecebooku
Frozen Wreath na Bandcamp
Frozen Wreath w Encyklopedii Metalu
Ocena: 6/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, debiut, Filosofem Records, Frozen Wreath, Memento Mori, recenzja, review, węgierski black metal.






