Oczy zaświeciły mi się jak dziecku, gdy w połowie grudnia znienacka gruchnęła wieść o nowym albumie Funeral Mist. Doszło do tego zdziwienie spotęgowane tak szybkim wydaniem następcy Hekatomb, w końcu poprzednia przerwa wydawnicza trwała w przypadku tej grupy trzykrotnie dłużej.
Jeśli jednak weźmie się pod uwagę trwającą od dłuższego czasu w Marduku dominację morganowego nurtu wojennego, jej korelację z rozbudzoną aktywnością Ariocha w FM trudno uznać za dzieło przypadku. Mnie taka sytuacja jak najbardziej pasuje, na wszystko sygnowane nazwiskiem D. Rosténa (niezależnie pod jakim szyldem wydane) rzucam się jak wygłodniałe psisko.
Początki z Deiform do łatwych nie należały. Pierwsze odsłuchy zmącone były „specyficznym” (łagodnie rzecz ujmując), glamiącym brzmieniem bębnów, które potrafiły skutecznie przyhamować entuzjastyczny odbiór numerów. Jasne, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że tak właśnie miały one zabrzmieć i trzeba wziąć poprawkę na zamiar twórców, tym razem jednak długo walczyłem, by się z tym zamiarem oswoić.
Na szczęście kolejne podejścia pozwoliły mi w dużo większym stopniu docenić warstwę kompozycyjną Deiform. Tu zadowolenie jest już całkowite, bo płyta atmosferą, pomysłami, intensywnością i typowym dla Funeral Mist, „religijnym” sznytem, broni się znakomicie. Jest przy tym jednocześnie szalenie chwytliwa, co sprawia, że pomimo trwających średnio 7-9 minut numerów, człowiek z chęcią ją zapętla. Duża w tym też zasługa faktu, że kompozycje (często dzięki dość prostym zabiegom) naturalnie się ze sobą zazębiają, jawiąc się jako części szerszej opowieści.
Arioch nie pierwszy raz prezentuje się także jako zdolny tekściarz. Bardzo zgrabne, pozbawione jednoznaczności, prowokujące (jednak bez zbędnego intelektualnego zadęcia) do analiz i interpretacji liryki, jakościowo dotrzymują pola warstwie muzycznej, stanowiąc jej właściwe uzupełnienie.
Chociaż znalazło się na krążku miejsce na jadowite, szybkie i kąsające ciosy (Apokalyptikon, Hooks of Hanger, rewelacyjne Into Ashes) mnie najbardziej szarpią na tym albumie numery, w których Rostén – pozornie tylko rezygnując z intensywności – przestawia zwrotnicę na charakterystyczny „obrzędowy” i „mistyczny” wydźwięk muzyki. Wzbogacony o chorały Twilight of the Flesh, Children of the Urn (chór dziecięcy, odśpiewujący Psalm 210, robi w tym kawałku kolosalne wrażenie), In Here, czy prowadzony z gracją zadżumionej pielgrzymki pokutnej, tytułowy Deiform, to moim zdaniem najjaśniejsze momenty nowej płyty FM.
Pewnie, że to już nie to samo co Salvation i Maranatha. Pewnie, że bliskie Mardukowi. Pewnie, że Arioch nie czyni już takiego zniszczenia wokalnego jak przed laty. Jednak to wciąż piękna, piekielnie wciągająca, klimatyczna i intrygująca muzyka.
W religijny bm mało kto umie lepiej.
Ocena: 9/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: black metal, Daniel Rosten, Deiform, Funeral Mist, Lars Broddesson, marduk, recenzja, review.






