Site icon KVLT

Fungus – „Predatory Harvest” (2015)

Techniczny death metal to gatunek wyraźnie skończony i zamknięty. Bo i co nowego można stworzyć w niszy, która bazuje na wykoksanej technice i niczym więcej? Pewnie, brzmi to czasami nieźle, ale i tak prawie każdy muzyk za techniczność uznaje sweepowanie w górę i w dół. Bo trudno zrobić, więc musi być dobre. Z drugiej strony mamy granie brutalne, które czasami bywa wręcz binarne, tym samym też będąc skończonym. A Fungus znajduje złoty środek między jednym i drugim.

Grzyb (zaiste piękna nazwa dla zespołu) powstał dawno temu w Portugalii, gdy kilku ziomów z organizacji pewnego festiwalu muzycznego uznało, że będą rzępolić. Teraz zespół stał się internacjonalny, z oddziałami w Holandii i Szwajcarii, i wydał pierwszego długograja. Długograj jest świeży, bo z października, krótki, bo niewiele ponad pół godziny zajmuje, i wydany przez czeskie Ultimate Massacre Productions. Na płycie znajdziecie też ludzi udzielających się np. w Grog, co także jest swoistą zachętą.

Z czym się to je? Mi, podczas odsłuchów, najczęściej świtało SuffocationDecrepit Birth. Grzyby prezentują mocno brutalny tekkdeath (bo tekkdeathowych elementów jest tu jednak więcej), jednocześnie nie próbując tych technicznych elementów wrzucać na siłę. O ile często podczas obcowania z technikaliami mam wrażenie, że dany element został wrzucony na miejsce tylko dlatego, że trudny, o tyle tu wszystko leży. Kompozycje nie wydają się wymuszone czy to środkami budowy, czy to ogólnym dopasowaniem do siebie, co jest bardzo bueno. Bueno są też te fragmenty Predatory Harvest, w których następuje zwolnienie i coś zupełnie nietechnicznego, a bardzo brzmiącego. Dużo tych fragmentów nie ma, jednak trafiają się, jak na przykład w takim Magnetic Compliance (zresztą chwilę przed zwolnieniem pojawia się solówka typu „kisiel w majtkach instant”). Podoba mi się także Trapped in Delusional Psychosis, w którym znajdziemy slamogroove’y, podwyższające poziom brutalności i ładnie komponujące się z resztą utworu. W ogóle ta płyta mi się podoba. A najbardziej podoba mi się chyba Tumorous Narcosis i jego solówka (to już sześciopak kisielu instant zeżarty na raz) i rozpoczynający płytę Computerized Humanity, które cechuje się ogólnie dobrze przemyślanym napierdolem. Lubię też brzmienie płyty, które jest na tyle dobre, że nie muszę go jakoś specjalnie opisywać. Mix&master wyszły zacnie, a najzacniej pod względem gitar, czy to o większej, czy mniejszej ilości strun.

Z drugiej strony, płyta nie jest idealna. Oj co to, to nie. Słucha się jej bardzo dobrze, jest przemyślana, dobrze zrealizowana i peja sobota tede, ale to cały czas jest TYLKO dobry brutal technical death metal. Brakuje mi tu tego czegoś, co porwałoby mnie i wytarmosiło. Niestety to nie Alegejon ani wspomniane Suflety. Brak szaleństwa, ale brak też emocji. Muza z głowy a nie serca. Bardzo dobra, ale ciągle tylko z głowy. Niemniej to jedyny zarzut, jaki mam wobec tej płyty. No i może jeszcze wokale dodatkowe, które na szczęście zauważyłem tylko w Nano Execution.

I teraz dylemat, czy dać jej więcej, bo w sumie zasługuje na uznanie, a może tekkdeathzbokom spodoba się bardziej, czy dać mniej, bo feeling jest tu deficytowy? A, dam więcej, są (prawie) święta. Poza tym ja jestem pojebany miłośnikiem grindu i techno, co stoi troszkę w opozycji do technikaliów. A mimo to mi się spodobało. To coś znaczy, racja?

Ocena: 8/10

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
Exit mobile version