Techniczny death metal to gatunek wyraźnie skończony i zamknięty. Bo i co nowego można stworzyć w niszy, która bazuje na wykoksanej technice i niczym więcej? Pewnie, brzmi to czasami nieźle, ale i tak prawie każdy muzyk za techniczność uznaje sweepowanie w górę i w dół. Bo trudno zrobić, więc musi być dobre. Z drugiej strony mamy granie brutalne, które czasami bywa wręcz binarne, tym samym też będąc skończonym. A Fungus znajduje złoty środek między jednym i drugim.
Grzyb (zaiste piękna nazwa dla zespołu) powstał dawno temu w Portugalii, gdy kilku ziomów z organizacji pewnego festiwalu muzycznego uznało, że będą rzępolić. Teraz zespół stał się internacjonalny, z oddziałami w Holandii i Szwajcarii, i wydał pierwszego długograja. Długograj jest świeży, bo z października, krótki, bo niewiele ponad pół godziny zajmuje, i wydany przez czeskie Ultimate Massacre Productions. Na płycie znajdziecie też ludzi udzielających się np. w Grog, co także jest swoistą zachętą.
Z czym się to je? Mi, podczas odsłuchów, najczęściej świtało Suffocation i Decrepit Birth. Grzyby prezentują mocno brutalny tekkdeath (bo tekkdeathowych elementów jest tu jednak więcej), jednocześnie nie próbując tych technicznych elementów wrzucać na siłę. O ile często podczas obcowania z technikaliami mam wrażenie, że dany element został wrzucony na miejsce tylko dlatego, że trudny, o tyle tu wszystko leży. Kompozycje nie wydają się wymuszone czy to środkami budowy, czy to ogólnym dopasowaniem do siebie, co jest bardzo bueno. Bueno są też te fragmenty Predatory Harvest, w których następuje zwolnienie i coś zupełnie nietechnicznego, a bardzo brzmiącego. Dużo tych fragmentów nie ma, jednak trafiają się, jak na przykład w takim Magnetic Compliance (zresztą chwilę przed zwolnieniem pojawia się solówka typu „kisiel w majtkach instant”). Podoba mi się także Trapped in Delusional Psychosis, w którym znajdziemy slamogroove’y, podwyższające poziom brutalności i ładnie komponujące się z resztą utworu. W ogóle ta płyta mi się podoba. A najbardziej podoba mi się chyba Tumorous Narcosis i jego solówka (to już sześciopak kisielu instant zeżarty na raz) i rozpoczynający płytę Computerized Humanity, które cechuje się ogólnie dobrze przemyślanym napierdolem. Lubię też brzmienie płyty, które jest na tyle dobre, że nie muszę go jakoś specjalnie opisywać. Mix&master wyszły zacnie, a najzacniej pod względem gitar, czy to o większej, czy mniejszej ilości strun.
Z drugiej strony, płyta nie jest idealna. Oj co to, to nie. Słucha się jej bardzo dobrze, jest przemyślana, dobrze zrealizowana i peja sobota tede, ale to cały czas jest TYLKO dobry brutal technical death metal. Brakuje mi tu tego czegoś, co porwałoby mnie i wytarmosiło. Niestety to nie Alegejon ani wspomniane Suflety. Brak szaleństwa, ale brak też emocji. Muza z głowy a nie serca. Bardzo dobra, ale ciągle tylko z głowy. Niemniej to jedyny zarzut, jaki mam wobec tej płyty. No i może jeszcze wokale dodatkowe, które na szczęście zauważyłem tylko w Nano Execution.
I teraz dylemat, czy dać jej więcej, bo w sumie zasługuje na uznanie, a może tekkdeathzbokom spodoba się bardziej, czy dać mniej, bo feeling jest tu deficytowy? A, dam więcej, są (prawie) święta. Poza tym ja jestem pojebany miłośnikiem grindu i techno, co stoi troszkę w opozycji do technikaliów. A mimo to mi się spodobało. To coś znaczy, racja?
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

