Gnida to projekt, który niespecjalnie rozpieszcza swoich wielbicieli nowościami. Wraca do życia co czas jakiś, na swoich warunkach i w odpowiedniej dla siebie chwili, by namieszać na scenie. Album R.A.K jest trzecim dziełem krakowskiego mordercy niewiniątek w jedenastoletniej karierze i wydany został nakładem Defense Records.
Płyta nie jest za długa, materiał nie sięga dwudziestu trzech minut, ale co najważniejsze wyrabia w tym czasie normy zniszczenia. Death/grindowcy z ostatnim dziełem położyli nacisk na kompozycje nieco bardziej death metalowe niż w przeszłości. Ilość utworów na krążku i ich długość trwania nadal mieszczą się w grindowych standardach, sama muzyka stawia jednak w równej mierze tyle na siarczyste dwustopowe walce, co hiper-prędkości. Do mnie takie rozwiązanie trafia. R.A.K dzięki temu jest odpowiednio urozmaicony, dynamiczny i brutalny na wskroś.
Album został nagrany w dwóch miejscach, w norweskim Black Note Studio (również miks) i bydgoskim Invent – Sound Studio, gdzie zrealizowano partie perkusyjne Lucassa. Mastering natomiast został wykonany przez Alana Douchesa w West West Side Music w Nowym Jorku. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że Gnida zabrzmiała mocniej niż do tej pory. Pomimo potężnego skomasowania warstwy muzycznej, album jest dobrze podbity, ale nie męczący. Wniosek z tego taki, że czasem warto nie iść na łatwiznę i poszukać nowych rozwiązań.
Gdy mowa o muzyce Gnidy, nie można przejść obojętnie obok dwóch elementów. Pierwszym są niszczące partie perkusji Lucassa, którego ostatnio zrobiło się jakoś mniej na naszej scenie. Luc jest jak zawsze szybki i skuteczny, a sposób rozpisania swoich partii świetnie zgrał z partiami gitar. Drugim elementem są górujące nad wszystkim wokale Siriusa. Przyznam się w tym momencie, że nie mogłem się do niego przyzwyczaić w Thy Disease, ponieważ cały czas miałem wrażenie, że się musiał hamować, by nie zabrzmieć za brutalnie. W Gnidzie nie ma z tym problemu i jego głębokie growle kruszą skały. Godne podziwu jest, że przy tak brutalnych wokalach nie ma problemów z artykulacją i gdyby bardzo chcieć, można wiele zrozumieć z jego tekstów ze słuchu.
W tym momencie często wypisuję moich faworytów wśród kompozycji. Jeżeli chodzi o R.A.K, to składa się z szesnastu krwawych hitów, wśród których jak dla mnie wybijają się te nieco wolniejsze i cięższe, w tym promujący płytę Fantomas, w którym wokale świetnie podbijają muzykę (polecam lyric video).
Reasumując stwierdzam, że przydałoby się więcej takich albumów jak R.A.K na naszej scenie. Bez napinki, ubranych w zdrowy humor, ale i morderczych, bezlitosnych, dobrze zaaranżowanych i wyprodukowanych. Mocna rzecz dla twardych ludzi.
Ocena: 8.5/10
- Total Annihilation – „Mountains of Madness” (2026) - 25 lutego 2026
- Casket – „In the Long Run We Are All Dead” (2026) - 25 lutego 2026
- Final Gasp – „New Day Symptoms” (2026) - 24 lutego 2026
Tagi: 2021, death metal, Defense Records, Gnida, grindcore, R.A.K., recenzja, review, Slam.






