House by the Cemetary – „Disturbing the Cenotaph” (2025)

Prosto z trzewi Pulverised Records: trzeci album House by the Cemetary – Disturbing the Cenotaph. Krążek miał premierę 12 grudnia 2025 roku i szczerze mówiąc umknął mi, dopiero niedawno do niego usiadłem i nadrobiłem.

House by the Cemetary to projekt powołany do życia przez byłego wokalistę Vile i Monstrosity, Mike’a Hrubovcaka. Dołączył do niego hurtownik Rogga Johansson (Paganizer, Echelon i sto innych projektów). Skład zamknął Thoma Ohlsson znany chyba najbardziej z nieistniejącego już The Project Hate. Album zmiksowany został przez Håkana Stuvemarka, który jest gitarzystą Wombbath. Na okładkę wybrana została świetna grafika autorstwa Felipe Mora (m.in. Consumption, Acheron). Tyle w sprawie ogólnych informacji, teraz muzyka.
Projekt powstał, by nawiązywać do klasycznej odmiany death metalu, hołdującej sztuce horroru i filmom kvltowego reżysera Lucio Fulciego. Wiąże się to silnie ze staroszkolnym podejściem do tematu i muzyką, która nie ma prawa zaskoczyć. Dla niektórych dobrze, dla innych mniej. Przesłuchałem album kilka razy i jestem daleki od bycia wbitym w glebę, ale też nie mogę nazwać go słabym. Muzyka tu zawarta po prostu nie urywa dupy, ale posłuchać można (choć pewnie też można w tym czasie włączyć coś innego).

Utwory utrzymane są w średnich tempach i ogólnie nie dzieje się w nich zbyt wiele, płyta jak się zaczyna, tak się kończy, nie wywołując większych emocji czy zawirowań w czasoprzestrzeni. Przekręciłem nią kilka razy na potrzeby recenzji, ale czy wróciłbym do niej, gdybym nie musiał? Nie wiem. Album nie porywa, pomimo że składa się teoretycznie z elementów, które powinny mnie wciągnąć i ponieść. Po pierwsze, słyszałbym tę muzykę z bardziej naturalnym, żywym soundem (zespół odszedł od wcześniej używanego szwedzkiego soundu). Odmiana DM uprawiana obecnie przez Dom Przy Cmentarzu aż się prosi o obleśną, niedoskonałą oprawę nawiązującą do lat 90. i kapel w stylu Necrophagia czy, żeby nie szukać daleko, wczesnego Six Feet Under. Z takim brzmieniem uważam, że kompozycje by ożyły, nabrały dynamiki i poniosły znacznie skuteczniej. Nie wiem, czy projekt gra koncerty, ale mogę się założyć, że na żywo dostalibyśmy 200% mocy więcej niż ta odbierana z głośników w domu.
Po drugie… słyszałbym jednak trochę więcej urozmaicenia, całość wypada nieco monotonnie. Jest kilka momentów, kiedy serce bije mi szybciej, ale nie jest tego wiele. Największe emocje jak do tej pory wywołuje u mnie utwór zamykający stawkę, Lunatic Butcher, w którym kompozycja rozpoczyna się solidnym wbijaniem w glebę ciężarem i niskimi growlami. Gdyby wcisnąć więcej takich partii w kontraście temp umiarkowanych, może płyta nabrałaby więcej życia.

Uważam Disturbing the Cenotaph za materiał poprawny, wart sprawdzenia, ale nigdy godny nazwania wybitnym. Dobre, surowe kompozycje na pewno są w stanie znaleźć sobie fanów, w to nie wątpię. Jednakże czy jest to poziom odpowiadający doświadczeniu muzyków, to inna sprawa. Mnie nie porwało, szczena nie leży na glebie, choć zdarzało się potupać nogą. Sprawdźcie, oceńcie, jak Wam to robi.

Ocena: 5/10

Pulverised Records na Facebook’u.

(Visited 1 times, 25 visits today)

Tagi: , , , , , .