Okładka debiutanckiego Weightless sosnowieckiego kwartetu Grief Circle już od dość dawna co chwilę migała mi przed oczami podczas przeglądania związanych z branżą mediów. Krążek stał się więc częścią mojej kvltowej „kupki wstydu”, bo zawirowania w życiu personalnym nie pozwalały mi się skutecznie do niego dogrzebać, za co chciałbym zespół szczerze przeprosić. W końcu jednak wszystko się poukładało i niniejszym sprawdzam muzykę Sosnowiczan.
Choć Grief Circle to bardzo młody twór, założony w 2021 roku, to tworzący go muzycy początkujący w żadnym wypadku nie są. Mamy tutaj przecież doświadczonego Kvassa (Moanaa, Psychotropic Transcendental), Jonasza Plaskotę znanego z Voidsmoker oraz duet Jakub Hanusa plus Filip Dąbrowski, którzy to przez długi czas działali w Forge of Clouds. Panowie pod nowym szyldem poszli w kierunku post-metalu skrzyżowanego z doomem, w którym znajdziemy też echa stonerowego pogrywania, i zrobili to tak dobrze, że ich występ na tegorocznej edycji Gruzilla Festu ma spore szanse zostać highlightem wieczoru.
Mimo naleciałości kilku gatunków ciężkiego grania Weightless jest przede wszystkim albumem post-metalowym, tudzież sludge’owym, który muzycznie często budzi skojarzenia właśnie z Moanaa. Za sprawą stonerowych zagrywek, momentami przechodzących nawet w bardziej energetyczne, desert rockowe rejony, Grief Circle nie okazują się po prostu kopią poprzedniego zespołu Kvassa. Dominuje jednak ciężar zdecydowanie kontrastujący z tytułem albumu, w którym znajdzie się też miejsce na mniej intensywne, bardziej klimatyczne partie, ładunkiem emocjonalnym pasujące do albumów belgijskiej Amenry (na przykład początek wieńczącego album Four Words czy fragmenty Hollow). Riffom nie brakuje swoistej chwytliwości, dzięki czemu taki Cursed czy żywiołowa część Hangman (w którym dzieje się bardzo dużo… – zresztą nie tylko w nim) błyskawicznie zagnieżdżają się pod czaszką i nie chcą jej opuścić. Świetnie wypada również wokal Rafała Kwaśnego, zarówno ciężki growl, jak i śpiew – ten czysty i ten bardziej chrapliwy.
Może i Grief Circle są dopiero na etapie debiutu, jednak za jego sprawą już teraz stanowią wartościowy element rodzimej sceny post/doom/sludge. Jeśli w przyszłości poziom Weightless zostanie utrzymany, to ich pozycja powinna bardzo szybko się ugruntować. Trzymam za to kciuki, bo będzie to równoznaczne z większą liczbą świetnych albumów w tych klimatach, a tego nigdy za wiele. Oraz oczywiście ostrzę zęby na ich występ w Chorzowie.
Ocena: 9/10
Grief Circle na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2022, Grief Circle, Heavision, post-metal, recenzja, review, sludge metal, Weightless.






