Gurthang – “Ascension” (2019)

Jest piękna, słoneczna niedziela. Siedzę sobie na ośnieżonym narciarskim stoku i jak na prawdziwego narciarza przystało sączę grzany miód i zastanawiam się, jak w tak optymalnych okolicznościach przyrody wejdzie coś, czemu przyklejono łatkę black / funeral doom metal. Przecież jak to jest funeral doom, to nie wejdzie na pewno!

Nie znoszę przeciągania strun. A doomowe i funeral doomowe kapele robią to z daleko idącą przesadą. Tego typu płyty kończę odsłuchiwać w pierwszej połowie drugiego kawałka, a plastikowe truchło wrzucam gdzieś głęboko na półkę. Bałem się więc oceny, jaką będę musiał wystawić rodzimej, pochodzącej z Lublina formacji.

Ascension to szósty już album w dziewięcioletniej historii zespołu. I zarazem pierwszy, który mam okazję kontemplować. Stąd pierwsze informacje na temat zespołu czerpałem z internetu i informacje te napawały mnie przerażeniem. Na szczęście domowo/pogrzebowych, minorowych klimatów jest na płycie tyle, co na ośnieżonym i nasłonecznionym stoku, u podnóża którego się rozsiadłem. Cała godzina i wszystkie siedem utworów to pełnoprawny, choć faktycznie niezbyt spieszny black metal i kropka. I to w dodatku black lotów wysokich.

Panowie z Gurthang szczęśliwie postanowili nie tracić cennego czasu na riffy trwające minutę z okładem, a perkusista zechciał pokazać, że więcej niż jedno uderzenie na kopę sekund nie stanowi dla niego specjalnego problemu. Wręcz przeciwnie! Sekcja rytmiczna, choć charakteryzująca się zmiennym tempem, nie stroni od blastów i ostrego tempa na bębnie basowym. Partie gitarowe łagodzą może nieco zapał pałkera, ale linia melodyczna, choć niespieszna, jest wystarczająco ostra i bezpardonowa. Jest także w oczywisty sposób czytelna i przez to przyjemna do słuchania. Nad wszystkim góruje growl. Wyraźny i mocny, także niezbyt szczekliwy, ale solidny jak postura postawnego drwala z głębokich Bieszczad. Całość jest bardzo klarowna, dobrze i selektywnie zmiksowana. A to także oddala najnowsze dziecko Gurthanga od przyrównywania do nurtu funeral doomowego.

Może i dwa ostatnie kawałki (Witcher i Solace) są nieco wolniejsze, i przez to mniej blackowe, ale pozostałe utwory na płycie to dobrze wyważona połajanka. Pokazuje to już pierwszy utwór In Void Again, który choć trwa z okładem dwanaście minut, chętnie „zaciął” się w moim odtwarzaczu na dobre kilkanaście przesłuchań. A wstawki czystych gitar i blastowane momenty są tam naprawdę genialne. W skrócie – numer idealny! Kolejne dwa kawałki budowę mają podobną i w podobny sposób są świetne. The Mortal Shell przypadł mi do gustu nieco mniej, ale wyłącznie z pobudek subiektywnych. Na szczęście w Under the Dome Panowie powracają do pomysłów z półki najwyższej i znów słucham tego kawałka kilkukrotnie, zanim udaje się go przełączyć na kolejny.

Immortal Frost Production wydał ten krążek w 500 egzemplarzach i ze względu na małą rozpoznawalność kapeli może nie czynić Ascension „limitem”. W końcu ile osób kupi coś, co jest tak mało znane. Biorąc pod uwagę jednak jakość tego wydawnictwa, powinno się ono rozejść jak ciepłe bułeczki zanim jeszcze tutejsi narciarze zejdą do knajpy na góralską herbatkę i kiełbaskę z grilla. Dobrze, że mój egzemplarz leży już bezpieczny na półce. Nie oddam go nikomu choćby za „litra”!

 

Gurthang na Bandcamp

Gurthang w Encyklopedii Metalu

Ocena: 8,5/10,0

 

(Visited 2 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .