Site icon KVLT

Hammathaz – „The One” (2022)

Defense Records i MyThrone Promotions zataczają coraz szersze kręgi, gromadząc nowe nazwy i nowe gatunki w swoim wydawniczym katalogu. Z początkiem roku 2022 wytwórnie w swej kooperacji zdecydowały się wydać nieznaną mi wcześniej kapelę Hammathaz. The One to ich debiutancki album, który (uwaga!) zespół nagrał po osiemnastu latach istnienia i już na wstępie mogę napisać, że jeżeli czekali z nagraniami, by zadebiutować arcydziełem, to niestety polegli.

Materiał zamieszczony na The One jest dosyć niesprecyzowany gatunkowo. Słychać, że muzycy wzorują się na zespołach pokroju Lamb of God, Chimaira i – bardziej metalcore’owych – Unearth czy God Forbid. Uwielbiam wiele płyt z fali nowoczesnego metalcore’u, doceniam także mnóstwo płyt w gatunku New Wave of American Heavy Metal, jednak debiut Hammathaz bardzo mocno odstaje od poziomu, jaki mi w tych nurtach odpowiada.

Zresztą, jeśli idzie o ścisłość, to w moim odczuciu niekoniecznie powinno się tu używać się szufladki „core”. Dla mnie hardcore i metalcore wywodzą się z innej sceny, Hammathaz to metalowcy jedynie zapatrzeni w tym kierunku, a nie prawdziwi muzycy wywodzący się ze sceny HC. Niestety Brazylijczycy wpisują się w kanony naśladownictwa, nie oferując od siebie zbyt wiele, poza przewidywalnymi rozwiązaniami, opatrzonymi dosyć męczącym wokalem Thiago Pasqualini. Nie mogę także znieść pogłosu, jaki został na wokale nałożony, gdyż bardziej pasuje do ich rodaków z Sarcofago albo do albumu Morbid Visions Sepultury, niż do modern metalu.

Nie chciałbym także, by wyszło na to, że uważam zespół za nic niewart. Panowie jakiś tam poziom mają, kilka breakdownów zostało dobrze wymyślonych, kilka solówek wychyla się ponad poziom, jednakże całość odnajduję jako wtórną i czerstwą. Nie ma tu ani polotu, ani niemiłosiernego ciężaru czy niszczącej motoryki, a elementy te uważam za niezbędne w tym przedziale muzycznym. Nie chwyciło mnie za serce i nic z tym nie zrobię.

Ocena: 3/10

Hammathaz na Facebook’u.

Exit mobile version