Naczelny pewnie opieprzy mnie za kolejny taki sam wstępniak, ale co tam: po raz n-ty powtórzę pean pochwalny na część grindcore’u jako gatunku bardzo elastycznego, przez co dającego mnóstwo możliwości i chłonnego na pomysły. Opis ten jak ulał pasuje do recenzowanego tu krążka. Znowu będę siłował się z materiałem niestandardowym i trudnym do oceny. A czasami także do odsłuchu.
W życiu o Haut&Court nie słyszałem, i Wy prawdopodobnie też nie. A warto. Zespół ten pochodzi z wschodniej części Francji a Troffea jest ich drugim materiałem. Zawiera dwanaście utworów dających coś około dwudziestu minut. Wkładka i ichni bandcamp twierdzą, że za krążkiem tym stoją WOOAAARGH, Basement Apes Records, Eardrum Terrorism Records, Grains of Sand Records, Swarm of Nails oraz Troffea Records, należące prawdopodobnie do zespołu. Sporo tego, brakuje jeszcze Twoja Stara Prod, ale co będę marudził, kiedy od tych pierwszych dostałem dwunastocalówę. Tak, jestem przekupnym, gorszym sortem Polaka.
Jednak nawet wszystkie niepoprawne politycznie i moralnie glizdy, takie, jak ja, stwierdzą, że mają przed sobą materiał niecodzienny. W pewien sposób doznania są sugerowane już przez okładkę. Tak, jak ona, dźwięki są mroczne, niejednoznaczne, nieoczywiście nieprzyjemne, ale też intrygujące. Jeżeli miałbym określić muzykę, jaką Haut&Court grają, powiedziałbym, że to grindcore z elementami crustu, hardcore oraz z blackmetalowym feelingiem dźwięków oraz typową dla czerniny melodycznością. Wszystko to podlane jest sporą dozą eksperymentalności. Każdy kawałek wydaje się być inny (wydaje się, ale o tym później). Mamy więc wypełnionego depresyjnymi melodiami Putin. Mamy złowieszczy, zamglony dźwiękami 1518, w którym krótka solówka pięknie dopełnia klimatu. Trafia się także Meursault, najpierw gnający w grindcore’owym stylu, by pod koniec zwolnić do temp doomowych. Więcej grindcore znajdziemy na Chosta i wkurwionym Caligari. Znajdą się tu także klimaty bardziej taneczne i adekwatne na koncert (mowa o JMLP i crustowym Feed the Fat), ale nie ma ich dużo. Więcej tu dźwięków ponurych, czarnych, niepokojących. Posłuchajcie zwolnień w Hiene, albo Swing, ciężkiego, wolnego, wgniatającego w glebę gęstością klimatu. Tak więc, biorąc od uwagę wszystko, o czym napisałem, razem płyta jest bardzo chaotyczna. Na szczęście chaotyczność ta w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus. Choć zdarzają się fragmenty po prostu do siebie niepasujące. Z drugiej strony, same kompozycje paradoksalnie nie brzmią tak dobrze pojedynczo. Są na to zbyt krótkie i zbyt wyjęte z kontekstu, jaki tworzy pełny album. Weź tu bądź mądry.
Wcześniej wspomniałem o iluzji odmienności utworów. Skąd to się bierze? Po części także z chaotyczności utworów, po części z podobnego schematu ich tworzenia. Pierwszy powód nawet nie jest taką wadą, po prostu osobiście uznaję te kompozycje za zbyt krótkie i pogmatwane, by były wystarczająco rozpoznawalne. Natomiast z drugą sprawą już nie jest tak prosto. Mam wrażenie, że utwory były jakby na siłę udziwniane. Poszczególne części nie łączą się na tyle płynnie, bym powiedział, że naturalnie. Nie wydają się być jednym, raczej zlepkiem wielu.
Jeżeli już tak piszę o wadach to wspomnę też o wokalu. Czy to ja, czy to moja Schauma, wokal nie podoba mi się równie bardzo jak reedycja RoboCopa. Przypomina mi metalcore na siłę. Nie jest na szczęście cały czas taki sam, ale jednak ten styl dominuje. Poza tym nie mam zastrzeżeń do produkcji. Brzmi specyficznie, ale pasuje do granych dźwięków. Niedoskonałości, które się tu zdarzają tylko podkreślają ponury, pełen przemocy klimat nagrania.
No i co ja mam z tym zrobić? Haut&Court wydało materiał interesujący, jednak nie ustrzegli się błędów. Nie jest tak dobrze, jak mogłoby być. Trzymam kciuki, że doświadczenie doda muzyce Francuzów odpowiednich szlifów, i że kolejna płyta będzie co najmniej na bałwanka-inkwizytora.
Ocena: 7/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

