Hegeroth – “Perfidia” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  

Perfidia to już trzecia płyta śląskich black metalowców z Hegeroth. Z uwagi na to, że miałem okazję recenzować poprzedni album grupy (recenzję Degenerate znajdziecie tutaj), przypadło mi w udziale przytknięcie ucha także do ich najnowszego dziecka.

Dużo w podejściu do tworzenia czarcich dźwięków (przez nieco ponad rok od ostatniej płyty) się u Hegeroth nie zmieniło, jeśli więc słyszeliście Degenerate, możecie spodziewać się znajomej dawki klasycznego, szybkiego i jadowitego black metalu, kłaniającego się w pas głównie szwedzkim piewcom śmierci (Marduk, Dark Funeral, czy Necrophobic). Jest tu i odpowiednia dawka siarki, szybkiego tempa, północnego chłodu, nie brakuje jednak też pierwiastka melodyjności, chwytliwości i groove – słowem wszystko, co powinien zawierać dobrze zaaranżowany, przyciągający uwagę słuchacza, współczesny bm.

Muzycznie i instrumentalnie jest naprawdę dobrze (pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że dużo ciekawiej, niż na poprzedniej płycie), krążek jest dynamiczny, konkretny, 8 utworów stanowiących 35 minut materiału nie nuży, jednocześnie nie pozostawiając niedosytu. Mielizn, wyjątkowo słabych momentów, czy zbędnych zapychaczy również nie stwierdzono.

Zapytacie więc – co nie gra?

Ano niestety nie gra – na tle bardzo udanej warstwy muzycznej, znacznie słabiej wypadają na Perfidii wokale. Jasne, black metal potrafi dużo wybaczyć, historia tego gatunku pisana jest zresztą gardłami naturszczyków, którzy charyzmą i umiejętnością przekazania emocji, bez trudu równoważyli warsztatowe słabości, ale z jaką rezerwą nie starałbym się podejść do tej kwestii, w przypadku nowego materiału Hegeroth jest co najwyżej średnio. Spora w tym niestety „zasługa” miksu, który w porównaniu z poprzednim krążkiem dużo bardziej wokale eksponuje, obnażając jednocześnie ich braki. Trochę szkoda, że Edward nie zdecydował się więcej pogrowlować, rzadkie momenty w Sacrificed, czy Last Salvation dowodzą, że w tej konwencji radzi sobie znacznie lepiej, co na pewno poprawiłoby ostateczny odbiór Perfidii.

Słucha się więc nowego Hegeroth w pewnym rozkroku. Mimo wszystko polecam Perfidię sprawdzić, pod względem muzycznym ma sporo dobrego do zaoferowania.

p.s. – na zakończenie słowo o oprawie graficznej – prezentuje się całkiem okazale i dobrze koresponduje z zawartością muzyczną krążka, zastanawiam się jednak, czy Seth Siro z Septicflesh powinien na jej widok poczuć radość z bycia żywą inspiracją, czy raczej konsternację, wynikającą z tak wyraźnego zapożyczenia.

Ocena: 7/10

Synu
This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.