Gdyby ktoś przed 10 laty powiedział mi, że twór Hellyeah, który wypuścił płytę o nazwie „Hellyeah” z równie błyskotliwym tytułem singla Hellyeah, przetrwa i niemal regularnie będzie wydawał kolejne albumy, powiedziałabym: „hellyeah”! Nieprawda. Machnęłabym ręką na rewelacje o dłuższej współpracy tychże muzykantów. Nie od dziś wiadomo, że supergrupy formują się stosunkowo często i równie często się rozpadają (Them Crooked Vultures nie wybaczę!). A tymczasem formacja w składzie: Chad Gray (Mudvayne) na wokalu, gitarzysta Tom Maxwell (Nothingface, Knives Out!), Vinnie Paul (Pantera, Damageplan) na perkusji, basista Kyle Sanders, oraz nowo dołączony – gitarzysta Christian Brady, nakładem Eleven Seven Music wydała właśnie piąty album (premiera 3 czerwca br.) Unden!able, który ponownie wyprodukował Kevin Churko (znany ze współpracy z Ozzym Osbourne’em czy Five Finger Death Punch). Choć na rewolucję nie liczyłam, panowie nie stracili na swojej autentyczności. Helleyeah zawsze w moim przekonaniu było naznaczone syndromem Disturbed czy Godsmack – jest dobrze, ale nie wybitnie; jest ciekawie, ale westchnień brak. I tym razem jest podobnie, ale jest „ale”.
Unden!able wprowadza nieszczególnie rozbudowanym intrem i przenosi wprost do ciężkiego młócenia, przypominającego na czym wylansował się Slipknot, i których nie powstydziłby się Soulfly, w utworach X, Scratch A Lie, czy Be Unden!able. Od początku uwagę przyciąga solidna robota perkusisty Pantery – podwójna stopa, przejścia, zmiany tempa, iście groovemetalowa uczta. Obok utrzymanych w podobnej stylistyce STARTARIOT i Live or Die, poziom dynamiki i intensywności zmienia się jak w kalejdoskopie. Wydany w lutym na singlu Human miał być wyznacznikiem tego, co Hellyeah chcą zaprezentować na kolejnym longplayu. Tymczasem album jest dosyć niejednoznaczny. Przed premierą krążka Maxwell zapytany o stylistykę nowych kompozycji zapowiadał, że w planach będzie mrocznie, będzie miażdżąco, będzie nostalgicznie, surowo i….to wszystko chcą wsadzić na jeden krążek. Jak powiedział, tak zrobili. Na pierwszy plan na pewno wysuwają się wściekłe, emocjonalne partie wokalne Graya, wykrzykiwane czy nawet momentami wywrzeszczane, wspomniana perkusja i świetne technicznie riffy. A gdzie się podział bas? A kompletnie pominięty. Kiedy na chwilę panowie zwalniają, okazuje się, że o wiele ciekawiej wypadają melodyjny Leap of Faith ze wsparciem smyczków i gitarowym efektownym solo, czy wymowny w przesłaniu I Don’t Care Anymore, który jest w istocie coverem utworu Phila Collinsa (z 1982 roku) z wykorzystaną partią gitarową Dimebaga Darrella z czasów, kiedy wraz z Paulem opracowywali ten kawałek dla Damageplan. Obok mocnych momentów mamy tu też numer, który nijak nie pasuje do całości w postaci rockowego Love Falls – przykro mi o tym pisać – utrzymanego w klimacie HIM. Każda stacja radiowa kupi tę pieśń, i mam na myśli – każda. Na szczęście lekki niesmak niweluje utwór wieńczący całość Grave z symfonicznym zakończeniem, idealnie podsumowujący wydanie – ciężkie, dynamiczne, momentami łagodniejsze i znów podkręcone do oporu.
Album całościowo jest mocniejszy w brzmieniu niż Blood for Blood (2014), więc wszyscy ci, którzy życzyli sobie powrotu klimatu Hellyeah sprzed paru lat, dostaną dokładnie co chcieli. Osobiście śmiem zaryzykować stwierdzenie, że to najmocniejszy album od czasu debiutu. O dywagacjach na temat przynależności muzyków do pierwszej czy drugiej ligi heavy czy groove metalowej braci nie zamierzam się wypowiadać, dla mnie panowie nie najgorzej sprawdzają się właśnie w takim składzie i w takich niejednoznacznościach.
Ocena: 7/10
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

