Site icon KVLT

Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025)

Nie znam dokładnie historii określanego mianem „zaginionego” albumu zespołu Huge pod tytułem Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul. Miał on jednak w pewnym sensie niedawno premierę, ponieważ nagrany w 2002 roku nigdy się jej nie doczekał – dopiero w drugiej połowie 2025 roku ujrzał on światło dnia na czytniku fizycznym, wydała go rodzima wytwórnia Spook Records. Daje to aż 25 lat leżakowania w szufladzie.

Pomimo mojego dosyć sporego zainteresowania sceną HC w tamtych latach, rozminąłem się z nazwą Huge. Co prawda znam jego luźną kontynuację w postaci Odszukać Listopad, lecz Huge nie kojarzyłem nawet z nazwy. Zespół pochodził z Nowego Targu i w 2000 roku za pośrednictwem Nikt Nic Nie Wie wydał swój debiut, który jak się okazuje zakorzeniony był w klasycznym, polskim HC/punk. Późniejsze zmiany w składzie zaowocowały też zmianą kierunku i band skierował się w stronę zmetalizowanej odmiany gatunku, która za sprawą postawy muzyków nazywana była mianem edge metal (kładziono nacisk na Straight Edge). Kierunek ten w Polsce rozkręcił między innymi Sunrise (później Daymares).
Włączając Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul, nie byłem pewien, czego i jakiego poziomu się spodziewać. Materiał nagrano w modnym wówczas Serakos Studio (m.in. Hate, No Heaven Awaits Us, Riverside, Sunrise), co było pewnikiem dobrej produkcji. Studio, można powiedzieć, w pewnym momencie wyeksploatowało swoje możliwości rozwoju, ale był taki okres, w którym wypuściło kilka mocnych krążków i ten omawiany można do nich zaliczyć. Muzycznie mamy tu natomiast do czynienia z rozwrzeszczanym metalcore’em spod znaku Undying, Reprisal czy bardziej emocjonalnego soundu w stylu Poison the Well. Kompozycje charakteryzuje dzikość, energia i przestrzeń wkradająca się pomiędzy agresywne partie. Jestem pewien, że gdyby został wydany według planu w 2003 roku przez Shing Records, namieszałby na scenie konkretnie, a tak, dziś, uważam go za solidny kawał mięsa, aczkolwiek lekko nadgryziony przez mijający czas. Słucha się tego dobrze, ja nie mam z nim problemu, ale ciężko w jego kontekście nie myśleć o straconych szansach i zaprzepaszczonych możliwościach. Tak się dziś już niestety nie gra i słuchać pewnie będą tego tylko załoganci pamiętający band z koncertów początku lat 00. Szkoda, bo fajnie by było gdyby matex zdziałał coś więcej, niesie bowiem ze sobą wiele wartości. Do tego ciekawy cover Misfits zamykający stawkę bez wątpienia mógł stać się „hitem” niejednego dzieciaka malującego sobie „ixy” na dłoniach.

Uważam zdecydowanie, że warto sprawdzić Huge i Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul z dwóch powodów: jest to kolejny obraz i wgląd w to, jaka była polska scena HC ponad dwadzieścia lat temu, oraz dlatego, że to kawał ciekawego grania. Tak, nie jest to obecnie styl rozchwytywany czy nawet jakoś specjalnie pamiętany, ale warto olać konwenanse i włączyć coś spoza listy, wyrwać się z algorytmu sonicznych przyzwyczajeń.

Spook Records na Facebook’u.

Exit mobile version