Site icon KVLT

Hypermass – „Empyrean” (2022)

Hypermass – mówi Wam coś ta nazwa? Pewnie jeszcze nie, ale nie szkodzi. Także nie słyszałem o tym zespole do czasu otrzymania kopii ich debiutanckiego CD, Empyrean, który grupa wydała własnym sumptem. Jak się okazuje, band pochodzi z Norwegii i zaczynał swoją przygodę już w 2012.

Po zrobieniu odpowiedniego researchu doszedłem do wniosku, że, pomimo sporego poślizgu między rozpoczęciem działalności, a wydaniem debiutu, muzycy podchodzą bardzo profesjonalnie do grania i przy okazji Empyrean przygotowali pełnowartościowy produkt pozbawiony jakichkolwiek kompromisów. Materiał brzmi profesjonalnie, jest dopracowany w każdym calu. Choć rodzaj muzyki granej przez Hypermass dźwiękowo mógł uciec do przesadnej sterylności, tu udało się utrzymać balans między czystością, a kochanym przez metalowców wylewem mięsa. Wykonanie okładki i layoutu zlecono Costinowi Chioreanu, którego prace można podziwiać chociażby na płytach Feral, Necrophobic, Ghost, Night in Gales czy Darkthrone – pierwsza liga. Obraz zdobiący front Empyrean kojarzy mi się z grafikami takich zespołów jak Protest the Hero i August Burns Red.

Muzycznie Hypermass nie jest łatwy do klasyfikacji, jednakże kierując się wizerunkiem scenicznym i pewnymi wpływami uzycznymi, sposobem aranżu, postawiłbym na progresywny metalcore bardzo silnie wymieszany z klasycznym metalem. Muzycy nie boją się eksperymentować, można usłyszeć tu inspiracje black metalem obok wyraźnych nawiązań do Dream Theater. Mięsisty death metal zestawia się z graniem rodem z odlotów w stylu Devina Townsenda. Co zaskakujące, wszystko funkcjonuje tu w naturalnej symbiozie, nie psując ogólnego odbioru. Słuchając płyty ani razu nie miałem uczucia, że coś wciśnięto na siłę – każdy element został przemyślany i świadomie wykorzystany. Za to należą się Hypermass brawa. Taki debiut na pewno będzie ciężko przebić, aczkolwiek podjęta tu muzyczna różnorodność pozwala na rozwój w dowolnym kierunku, co może być szansą, ale i wyzwaniem.

Na tym etapie jedyna rada, jaką mógłbym dać, to poszukanie ciut większej rozpoznawalności poszczególnych utworów, ich refrenów i pomiędzy samymi kompozycjami. Płyta ma to do siebie, że w pierwszym kontakcie wbija słuchacza swą świeżością i pomysłami, ale przy kolejnych odsłuchach trochę gubi uwagę odbiorcy w bogatej zalewie aranżacji i częstych zmian. Musiałem przebrnąć przez ten okres „uczenia” się materiału i ostatecznie cieszę się, że to uczyniłem. Empyrean będzie często gościł w moim odtwarzaczu, a sam zespół będę miał na radarze – pokładam w nim spore nadzieje i liczę na kolejne zaskakujące albumy.

Ocena: 8/10

Hypermass na Facebook’u.

Exit mobile version