Nadchodzi dwunasty album w historii destruktora o nazwie Immolation. Jego tytuł brzmi Descent, a data wydania – nakładem długoletniego partnera zespołu, Nuclear Blast – to 10 kwietnia 2026 roku. Taki ze mnie szczęściarz, że mam możliwość obcowania z tym dziełem na długo przed premierą.
Za brzmienie płyty odpowiedzialność bierze Zack Ohren znany ze współpracy z zespołem przy Epce Providence, mający też na koncie współpracę z takimi kapelami jak Cattle Decapitation, Decrepit Birth, Machine Head czy Suffocation. Efekt uzyskany na Descent niszczy. Kilka razy kończąc odsłuch Immo włączałem inny zespół i czułem ogromny spadek mocy. Produkcje wypadały mizernie. Descent brzmi przepotężnie, mocno, a zarazem czytelnie i staroszkolnie. Band po kilku albumach dosyć podobnych do siebie w końcu postawił na odświeżenie formuły i ustawił się bardziej „na czasie” czyli paradoksalnie bardziej w stronę lat 90. Efektem tego jest sound mocno zbliżony na przykład do Close to the World Below. W końcu czuję tu uwielbiany przeze mnie atak z najlepszych płyt, który charakteryzuje żywa charakterystyka całości. Instrumenty brzmią bardzo witalnie, jest dynamicznie, a siła uzyskana w efekcie końcowym nie jest sztucznie osiągnięta poprzez przegięcie na sumie miksu. Jest to moc naturalna i dzięki temu skutecznie niszcząca.
Na tym etapie pewnie da się już wyczuć, co myślę o płycie i już nie będę tego ukrywał. Uważam Descent za cios ogromny i najmocniejszy album zespołu od czasu wspomnianego Close to the World Below. W moim rankingu będzie się plasował gdzieś w okolicach ich pierwszych czterech płyt jako godny konkurent. Nie mogę napisać, że Immolation kiedykolwiek nagrał jakiś słaby album, aczkolwiek styl zespołu okrzepł, postawiono na masywny sound i monolityczne uderzenie. Przez to zniknął gdzieś kochany przeze mnie chaos, jaki dominował na starych albumach, i który dawał diabelskiego kopa muzyce Amerykanów. Nowe dzieło przywraca ten pierwiastek, na nowej jakości oferuje mały skok wstecz dzięki czemu ostateczny efekt stanowi wszystko, czego potrzebuje Immolation w 2026 roku.
W temacie charakterystyki kompozycji na sprawdzonym patencie zadbano tu o większe urozmaicenie i co ważne – rozpoznawalność. Album nie jest tylko wałkiem mającym wbijać w glebę, ale płytą zapadającą w pamięć i brutalnością zbalansowaną ze schizofrenicznymi zwolnieniami i harmoniami gitarowymi. Obok agresywnych zrywów gniewu pojawiają się wolniejsze partie, takie jak utwór God’s Last Breath, które wprowadzają duże urozmaicenie i klimat do całości. Jest to balans dynamiczny, dający pewność, że płyta się nie będzie nudzić.
Podsumowując, na Descent mamy do czynienia z Immolation 2.0, czyli ulepszoną, odświeżoną wersją. Band zrobił to, czego ja i inni fani moglibyśmy po nim oczekiwać. Przekuł starą stal na nowo w taki sposób, że ich nowy album zachwyci i zapewni mu dobre oceny. Muzycy odświeżyli swój styl i brzmienie, zostawiając to, co w nim najlepsze i klasyczne. Uważam, że był to ruch najlepszy z możliwych i co najważniejsze udany.
Ocena: 10/10
- POISON RÜIN – „Hymns from the Hills” (2026) - 29 kwietnia 2026
- EXHUMED, GRUESOME, ORBSTRUCT – 2 Progi, Poznań 17.04.2026 - 27 kwietnia 2026
- House by the Cemetary – „Disturbing the Cenotaph” (2025) - 23 kwietnia 2026

