Site icon KVLT

Infinite Defilement / Perverted Dexterity – „Infinite Dexterity” (2015)

Nie byłem przychylnie nastawiony do tego splitu, oj nie byłem. Mam jeszcze w głowie, choć wolałbym nie mieć, ostatniego pełniaka Infinite Defilement, a i te drugie już samym logosem wywołało we mnie tak zwane „wewnętrzne fuj”. Niestety żywot recenzenta nie jest usiany kremówkami, a każdą promkę trzeba sprawdzić. No to pajechali.

Splicior wydały Rotten Music i Dismembered Records, przy czym ci drudzy rozprowadzają Infinite Dexterity tylko po Indonezji. Płyta długa nie jest, bo zawiera około dwudziestu pięciu minut, utwory cztery plus cztery, czyli osiem, z czego jeden to cover.

Pierwsze cztery, pożal się, Potworze, piosnki należą do Infinite Defilement. Dla tych nieszprechających po szekspirowskiemu zdradzę, że tytuł można rozumieć jako Bezgraniczne Zbezczeszczenie. Jak żyję, nie widziałem nazwy trafniej oddającej wytwory. Już na pełniaku było kiepsko, ale teraz jakość jest na poziomie przyrostu naturalnego Watykanu. Riffy pozostały do bólu proste, za to zmieniły się perka i wokal (basu ciągle nie słychać). Rozumiem używanie automatu i nie mam nic przeciwko samej idei postawienia za garami Bicika, niemniej w tym wypadku brzmi bardziej syntetycznie niż głos Robocopa. I do tego jest prostacko zbudowana. Śmiem twierdzić, że mój kot byłby w stanie ułożyć lepsze bębny, a muszę dodać, że jest on dość upośledzony. A wokal jest jeszcze gorszy. Same kompozycje też nie zawierają zupełnie nic ciekawego, ani chociaż średniego. Żal mi dalej nawet myśleć o tym szajsie, więc może przejdę już do Perverted Dexterity.

W porównaniu z pierwszą częścią, druga to cud-miód-orzeszki. Bez porównania także jest nieźle. Perverted Dexterity prezentuje brutalny death metal w stylu indonezyjskim. Pojawiają się także wstawki slamowe, chociaż dominuje typowy dla azjatów chaos. Brzmi on zacnie, mocno, szybko i, przede wszystkim brutalnie. Szczególnie podobają mi się partie blastowe, których jest zresztą niemało. Tu też za bębny odpowiada Bicik (nie sądzę, żeby człowiek wydolił takie tempa), niemniej tu autor się postarał  i odpowiednio je dopieścił, zarówno pod względem brzmienia jak i skomplikowania. Także wokal brzmi jak trzeba, dalej w indonezyjskim stylu, głęboko i nisko. Podobają mi się fragmenty groove’ujące, jak na przykład ten w Relentless Excruciation. Nie jest to może coś, co katowałbym na okrągło, ale brzmi solidnie. Dodatkowo na koniec dostajemy Raped In The Back Of A Van w poprawnie odegranej wersji. Ładny tribute.

Jeżeli uznamy splity za pojedynki, to tu obserwujemy walkę równie wyrównaną, co zmagania kotleta i typowego amerykańskiego dziecka. Jeżeli zaś bierzemy je gest przyjaźni to jest to relacja Najmana i Pacquiao. Infinite Defilement dostaje dwóję, Perverted Dexterity dużo więcej a podzielić na dwa to będzie cztery plus. Matematyka orzekła.

Ocena: 4,5/10

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
Exit mobile version