Site icon KVLT

Invocator – „Excursion Demise” (1991/2022)

Jeszcze nie wszystkie lekcje w metalu odrobiłem. Invocator był dla mnie do niedawna nazwą zupełnie nieznaną, wyobraźcie sobie zatem moje zdziwienie, kiedy odkryłem w składzie zespołu Jacoba Hansena, gościa, który później jako producent wywarł znaczny wpływ na brzmienie sporej części europejskiego metalu. Tenże Jacob Hansen był na przełomie lat 80 i 90-tych gitarzystą i wokalistą, a przy okazji chyba również głową i szyją bardzo interesującego zespołu.

Excursion Demise z 1991 roku to pełnometrażowy debiut Invocator, dodajmy od razu, że bardzo dobry i niesłusznie nie otoczony kultem. Zespół w późniejszych latach wydał jeszcze trzy długograje (ostatni w 2003 roku), nie doszedłem jeszcze do nich, więc nie wiem jak z formą. Do tego na koncie grupy jest szereg pomniejszych wydawnictw, głównie demówek, dwie składanki i koncertówka.

Teraz w rękach trzymam jedno z wydawnictw, które może przywrócić, a właściwie nadać świetność Invocatorowireedycję Excursion Demise, zremasterowaną przez – no kto by pomyślał – Jacoba Hansena i uzupełnioną o dodatkowy dysk z bonusami w postaci dwóch całych demówek, jednego trzyutworowego promo i jednego numeru nagranego na nowo. Album w nowej wersji ukazuje się też na winylu.

Zakładam, że dla wielu z was nazwa Invocator też nie niesie ze sobą znaczenia, więc zacznijmy od samego początku – z czym to się je? Otóż, drodzy państwo, Invocator na Excursion Demise to światowej klasy techniczny thrash/death, koniec, kropka. Myślcie jednak tutaj bardziej o Chucku Schuldinerze niż np. Megadeth. Dla fanów Death album ten może być naprawdę nie lada gratką, tym bardziej gdyby się kiedyś zastanawiali co by wyszło z miksu zespołu z Florydy z takim na przykład Kreator.

Excursion Demise dla mnie to ewenement. Zdecydowana większość technicznego thrashu mnie po prostu nudzi, bo wydaje mi się, że te wszystkie zmiany temp, przekładki riffów i szukanie czegoś na siłę nie niesie ze sobą żadnej wartości muzycznej a najczęściej jest jedynie po to, żeby zespół mógł się zmieścić do szufladki „techniczny thrash”, a muzycy mogli się szczycić tym, jacy to są biegli w swoim rzemiośle. Takich przemyśleń nie mam przy debiucie Invocator. Ci muzycy bez wątpienia są za pan brat ze swoimi instrumentami, teorią i praktyką muzyki. Nie zawiedziecie się tymi sprawami. Kombinowania też jest tutaj bez liku, w zasadzie trudno nawet za tym nadążyć. Ale w odróżnieniu od całej masy innych zespołów, na Excursion Demise to wszystko czemuś służy. Zespół bez wątpienia miał na siebie pomysł, który może nie był oryginalny, ale dawał im pole do popisu: chcieli być najszybsi, chcieli być najagresywniejsi. I to w tej muzyce jest. Kwartet pędzi przed siebie nieustannie, zostawiając w tyle wielu kolegów po fachu, a przypomnijmy, że w 1991 roku, kiedy ukazywał się ten krążek, akurat w świecie thrash metalu nie brakowało porządnych albumów.

W tym pędzie nie da się zgubić, nie da się też nudzić. Nie bez powodu porównałem Invocator do Death – jest na Excursion Demise doza brutalności, która sprawia, że album ten trzyma w napięciu od początku do końca. Okej, przy takiej porcji chaosu można przez pewien czas mieć wrażenie, że wszystko się zlewa, ale bardzo szybko z thrashowej magmy wyrastają punkty zaczepne, które dla słuchacza są mapą po albumie.

Powinienem wspomnieć o robocie, jaką Jacob Hansen wykonał przy remasterze albumu, sęk w tym, że nie znam poprzedniego wydania, trudno mi zatem powiedzieć, jak zmieniło się brzmienie. To, co mogę stwierdzić na pewno, to że nowe wydanie Excursion Demise brzmi bardzo dobrze. Jest sporo surowizny, która od razu pozwala odróżnić nagranie z początku lat 90-tych od tych, które trzy dekady później próbują imitować tamto brzmienie. Ale zachowane zostało to, co najważniejsze: energia i ambicje młodych muzyków. Ta muzyka jest żywa i frapująca również dzięki brzmieniu.

Ach, byłbym zapomniał. Mamy jeszcze przecież cały bonusowy krążek! Dorzucono do niego trochę archiwów. To bardziej ciekawostka dla tych, którzy chcą prześledzić rozwój grupy. Mamy tu demówkę Genetic Confusion z 1988 oferującą surowy i o wiele mniej złożony death/thrash, która na dzień dobry pokazuje, że trzy lata przed wydaniem Excursion Demise Invocator był kompletnie innym zespołem z zupełnie innymi celami (ale wciąż grał bardzo szybko). Kolejne cztery numery na bonusowym krążku to kolejny rok – 1989 – i kolejne demo Alterations. To fascynujące, w jakim tempie ten zespół się rozwijał – już przy otwierającym tę demówkę tytułowym numerze słychać, że grupa wkroczyła w nowe realia, nabrała nieco więcej ogłady, ale wciąż pozostała niebezpieczna i nie porzuciła żądzy pędzenia na złamanie karku, choć teraz jej muzyka zrobiła się znacznie ciekawsza i urozmaicona. Potem mamy jeszcze mały kroczek w tył – nieco późniejsze niż na Genetic Confusion nagranie jednego z numerów z tego demo w postaci Insurrected Despair. Bonusowy krążek zamykają już trzy numery, które znalazły się na Excursion Demise, ale w wersji promo: Beyond Insufferable Dormancy, Inner Contraries i Absurd Temptation. Innymi słowy, CD 2 jest fajnym oknem w drogę, jaką w krótkim czasie pokonał Invocator, ale pozostaje rzeczywiście jedynie bonusem nie przysłaniającym dania głównego.

A to jest naprawdę smaczne. Duża piątka dla Hammerheart Records za przywrócenie światu tego kąska.

9/10

Invocator na Facebooku

Sprawdź też: Funeral Vision, Nunslaughter, Wolf Spider, Servitude, Species

Exit mobile version