Iommi with Glenn Hughes – „The 1996 Dep Sessions” (2004/2024)

Odkurzania dyskografii Iommiego część kolejna. Wytwórnia BMG postanowiła nie zatrzymywać się tylko na reedycjach macierzystego zespołu Tony’ego i zrobiła krok dalej w kierunku odświeżenia dwóch materiałów z działalności solowej legendarnego gitarzysty Black Sabbath. Są to dwa albumy, które Iommi popełnił z Glennem Hughesem (np. Deep Purple, Black Country Communion): The 1996 Dep Sessions (2004) i Fused (2005). Wznowienia miały swą premierę 7 października 2024 roku.

Do recenzji otrzymałem winylową kopię albumu The 1996 Dep Sessions i na niej się skoncentruję. Materiał na ten album nagrano w 1996 podczas wspólnego jam session muzyków, nie planowano tego wydawać, ale ostatecznie dzięki piratom muzycznym, którzy puścili te piosenki w świat pod tytułem Eighth Star, postanowiono je wyprodukować i oficjalnie sprzedawać. Oryginalna premiera odbyła się w 2004 roku, czyli równe dwadzieścia lat przed wznowieniem i słuchając dziś tego dzieła stwierdzam, że byłaby wielka szkoda, gdyby zalegało gdzieś w archiwum muzyków.

Album wydano na ciemnym, przeźroczystym placku w klasycznej postaci (link do mojego unboxingu). Szczerze przyznam, że nie miałem okazji nigdy słyszeć wersji pierwotnej, ale nowa brzmi perfekcyjnie. Dźwięk jest przestrzenny i żywy, wszystko jest na swoim miejscu, a selektywność idealnie balansuje z chropowatością kompozycji. Oddać tu muszę także honor samej wytwórni, bo jeszcze się nie spotkałem, by jakieś jej wydawnictwo brzmiało słabo, zawsze miałem do czynienia z najwyższej jakości dźwiękiem i tak jest też tym razem. Bluesujący hard rock proponowany przez muzyczny duet jest idealną nutą do odsłuchu z płyty winylowej, jej surowa moc, miarowe bicie i świetne refreny w tej materii dostają skrzydeł i ukazują w pełni swe walory. Muzycy znaleźli tu wyraźny wspólny mianownik i stworzyli muzykę chwytliwą, nieskomplikowaną, ale pozbawioną jakichś nienaturalnych ruchów w stronę generowania przebojów. Odbieram te kompozycje jako szczere i naturalne, pisane z serca i w pełnej współpracy. Znając dzisiaj dokonania Hughesa w Black Counrty Communion, wyłapuję tu jego silny wpływ na charakter utworów, przez co nie mamy do czynienia z kolejną wariacją Tony’ego na swój styl, ale z urozmaiconym materiałem, gdzie wolne riffy Iommi’ego przetykają się z bardziej rockowym i psychodelicznym stylem Glenna, a wszystko to spięte jest jego megamelodyjnym głosem (Don’t Drag the River to mistrzostwo w tym aspekcie).

Nie dziwię się, że solowe płyty Iommiego nie doczekały się nigdy tak kvltowego statusu, co albumy Sabbath, jednak uważam, że nigdy nie było to powodem ich słabej jakości. Marka jest marką i sam widzę po sobie, że faworyzowałem Sabbath na koszt solówek, ale bogatszy w odsłuch The 1996 Dep Sessions patrzę na Tony’ego trochę inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu. Iommi to nie tylko betonowe, ociężałe riffy znane z początku kariery. Iommi to też nie tylko heavy metalowy gitarzysta znany z okresu współpracy z Dio. Iommi to przede wszystkim skory do poszukiwania nowych wyzwań muzyk, który nie boi się zapuścić w nieznane dla siebie terytoria, czego przykładem są albumy nagrane z Hughesem. Cieszę się, że miałem okazję je poznać, a nie wiem, czy stałoby się to bez wznowień BMG.

Iommi na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .